Board Games Addiction

Zaliczam się do pokolenia, które czasy kolejek, kartek, kombinowania w celu zdobycia czegokolwiek zna jedynie z opowiadań rodziców.  Kiedy komuna w Polsce upadała miałem zaledwie roczek. Dlatego też gry typu Kolejka, Reglamentacja, czy Pan tu nie stał! odbieram bardziej jako klimatyczną ciekawostkę, a nie sentymentalny powrót do przeszłości. Przyznaję też, że nie grałem w pierwsze Pan tu nie stał!, ani Pan tu nie stał! Demoludy. Na Cinkciarza patrzę zatem, jak na samodzielną, nową grę, bez uprzedzeń, czy wybujałych oczekiwań związanych z poprzednimi tytułami. Jesteś ciekaw mojego zdania na temat tej gry? Zapraszam do recenzji! 

Board Games Addiction

Wykonanie

Na początek kilka informacji na temat tego, co i jakiej jakości znajdziemy w środku gry. Małe, poręczne pudełko (obok innych, małych, fillerkowych karcianek na półce będzie się czuło najlepiej) kryje planszetkę z wizerunkiem NBP. Tektura sprawia wrażenie trwałej, a oprawa graficzna pozostaje klimatyczna. Podobnie rzecz ma się  z kartami walut – dobrej jakości, z grafikami, które w miarę wiernie mają oddawać wygląd waluty tamtych lat. Efekt zdecydowanie na plus, gra jest wykonana porządnie – jak to na Egmont przystało. 😉

Board Games Addiction

O zasadach słów kilka

Jeśli znasz znaczenie słowa Cinkciarz, to bardzo szybko domyślisz się, na czym polega rozgrywka, zanim jeszcze przeczytasz instrukcję. Jako, że dla wielu młodych jedynym skojarzeniem będzie znany internetowy kantor, warto przypomnieć źródło pochodzenia tego słowa. Cinkciarzami (od angielskiego change money) nazywane były osoby, które za czasów PRL dokonywały (najczęściej pod sklepami Pewex) nielegalnych wymian walut. Potocznie nazywano ich także konikami, czy spekulantami. I właśnie na wymianie walut polega gra w Pan tu nie stał! Cinkciarz. Gracze rozpoczynają z określoną liczbą kart na ręce, wśród których poza pieniędzmi znajduje się też karta z pociętymi gazetami. Na środku stołu kładzie się planszę banku, obok którego układa się dwa rzędy, po 4 karty z każdej strony. Następnie gracze decydują, jakich kart na ręce użyją do ukrytej licytacji. Osoba, która zaoferowała najwięcej może, jako pierwsza wymienić zalicytowane karty z jednym z rzędów obok banku. Następnie karty wymienia gracz z drugą co do wielkości wartością kart w licytacji i tak dalej. Co ważne, wymienia się wszystkie karty – niezależnie od tego, czy jest to finalnie opłacalne dla właściciela, czy też nie. W końcu spekulowanie może też pójść nie po myśli spekulanta, prawda?Kiedy już wszyscy zakończą swoją turę, czyli dokonają wymiany (bądź nie, jeśli do licytacji użyli tylko karty pociętych gazet) uzupełnia się karty obok banku do 4 i dochodzi do kolejnej licytacji. W momencie, kiedy nie ma możliwości dołożenia kart w banku – gra się kończy po rozegraniu rundy do końca. W trakcie podliczania punktów ważne będzie przede wszystkim, jakiego rodzaju walutę zbieraliśmy. Jeśli wartość pieniędzy w ramach jednej waluty przekroczy 200 – otrzymujemy liczbę punktów równą tej wartości. Jeśli jednak nie uda się przekroczyć 200 – od posiadanej wartości należy odjąć 100 i przyjąć uzyskany wynik za liczbę zdobytych punktów (jeśli różnica będzie ujemna – przyjmuje się 0 punktów). Taka to dziwna prowizja za przewalutowanie… Ponadto za trójki o wartości 20 lub 30 w ramach jednej waluty uzyskamy dodatkowe 100 punktów. Wygrywa oczywiście osoba z największą liczbą punktów.

Board Games Addiction

Wrażenia

Wizualne opisałem powyżej – jak najbardziej pozytywne. Te płynące z samej rozgrywki – podobnie, jestem zadowolony. Dlaczego? Po pierwsze zasady są na tyle proste, że można usiąść w grupie znajomych, wytłumaczyć zasady w 2 minuty i po prostu zacząć grać. Przygotowanie do gry także zajmuje bardzo mało czasu. Przy mniejszej liczbie graczy usuwa się niektóre waluty z gry, co z kolei wpływa pozytywnie na jej skalowalność. Ponadto, niezależnie od ilości osób przy banku zawsze leżą dwa stosy kart. To powoduje, że grając np. w 3 osoby element licytacji ma odrobinę mniejsze znaczenie (walut jest mniej, a do tego tylko trzeci gracz w kolejce do wymiany może trafić na sytuację, że w obu rzędach pojawią się całkowicie nowe karty). Kluczowe staje się spekulowanie, jakie karty zbierają inni gracze i umiejętne zarządzanie własną ręką. Jeśli graczy jest więcej, szansa na zdobycie zestawu kart, który nas interesuje jest w większym stopniu zależna od udanej licytacji i ten aspekt nabiera na znaczeniu. Cała rozgrywka jest dość krótka (spokojnie można się zamknąć w 30 minutach) i dynamiczna (chyba, że trafimy na spekulanta myśliciela 😉 ), co klasyfikuje ją, jako dobry karciany filler. Należy wspomnieć, że polska wersja oparta jest na grze Money mistrza Reinera Knizi, co jednych może odstraszyć (czasem też czujemy przesyt tego Pana na rynku 😉 ), a drugim zagwarantować dobry produkt. Z Cinkciarzem jest dokładnie tak, jak w drugim przypadku – jest to dobry zapełniacz czasu między cięższymi tytułami, czy na początek ‚posiadówki’.

Board Games Addiction


Jeśli szukasz ciekawego fillera – WARTO

Jeśli szukasz gry z elementami spekulacji, blefu – WARTO

Jeśli jesteś fanem gier w klimatach Kolejki, Reglamentacji etc. – WARTO

Board Games Addiction


Plusy:

  • dobre wykonanie
  • przyjemna, klimatyczna oprawa graficzna
  • proste zasady
  • szybka rozgrywka
  • dobra skalowalność

Minusy:

  • brak

Wydawca: Egmont
Liczba graczy: 3-5
Wiek: 10+
Czas gry: 30 minut

Board Games Addiction


1 Comment

Kolejka, czyli byłem pierwszy! – Board Games Addiction – recenzje, zdjęcia, nowości, luźne gadki – o grach planszowych! · 18 listopada 2016 o 01:23

[…] już wspominałem w niedawnej recenzji Pan Tu Nie Stał: Cinkciarz czasy PRLu znam jedynie z opowieści rodziców. Nie raz zatem słyszałem, czy widziałem w […]

Nie bój się, komentuj! :)