Każdy z nas ma takiego znajomego, który zawsze się spóźnia. Umawiasz się z nim na konkretną godzinę na granie, wszyscy inni przyszli, a jego nie ma. Dzwonisz, okazuje się, że dopiero suszy włosy i będzie za pół godziny.
Co w takim wypadku zrobić?
Żeby nie marnować czasu najlepiej zagrać w jakąś krótką grę, którą zdążycie skończyć zanim sierota do Was przyjedzie.
Proste? Bardzo proste 😉

Ja niestety w swojej kolekcji gier przez długi czas nie miałem niczego, co spełniałoby te warunki. Brakowało mi szybkiej gry, której partia zakończyłaby się w kilkanaście minut, a do tego najlepiej, żeby jeszcze była o Cthulhu.

I co?

I już mam!

Do tej pory pisałem Wam o „małych grach”, dzisiaj przyszła pora na grę mirco. Serio. Na całą grę składa się 18 (!!!) kart, kilka żetonów szaleństwa, notesik i ołówek do zapisywania wyników oraz niezwykła instrukcja.

„Poprzez wieki: Droga do szaleństwa”, bo o niej mowa, to lovecraftowska wariacja na temat gry „Poprzez wieki”. W pierwowzór nie grałem, natomiast po „Drogę do szaleństwa” sięgnąłem zaciekawiony. Dla nikogo nie jest tajemnicą, iż jestem fanem Mitologii Cthulhu i po każdą grę, w której jest chociażby namiastka przedwiecznego szaleństwa, wyciągam łapczywie macki…

Ekhm..

To znaczy, chciałem powiedzieć, że bardzo chętnie sprawdzam każdą grę zawierającą nawiązania do Cthulhu. No..

„Droga do szaleństwa” posiada wiele argumentów na to, aby po nią sięgnąć (i nie oszaleć…). Jest bardzo szybka, nie zajmuje wiele miejsca, ma banalnie proste zasady i przepięknie zilustrowane karty.

Kart jest tylko osiemnaście, ale każda z nich stanowi małe dzieło sztuki. Co ciekawe, nie są utrzymane w szaro-buro-depresyjnej tonacji barw, do czego przyzwyczaiły nas arty dotyczące Cthulhu. Karty są kolorowe (ale nie cukierkowe!), a postaci i miejsca narysowane w unikatowym stylu, który zawsze będzie się Wam kojarzył z tą grą. Tworzą one niezwykły klimat, którego de facto nie powinniśmy ani czuć, ani nawet szukać w tego typu grze. A jednak jest, właśnie za sprawą grafik na kartach oraz świetnie zaprojektowanej instrukcji.

Zasady gry są proste, rozgrywka polega na zwykłym drafcie kart – zostawianiu sobie najlepszej w danym momencie karty, przekazaniu pozostałych drugiemu graczowi, odkryciu zostawionej karty, wybraniu kolejnej, przekazaniu i tak w kółko – i tak naprawdę na ich wytłumaczenie spokojnie starczyłby kawałek kartki papieru.
Dlatego chwała autorowi, że wymyślił coś nietypowego.

Instrukcja do „Drogi do szaleństwa” jest najciekawszą instrukcją, jaką do tej pory widziałem w grach. Wygląda jak list, napisany przez naszego starego przyjaciela, w którym opowiada nam o tym, co go spotkało i doprowadziło do szaleństwa. Pożółkły, fakturowany papier, odręczne pismo, szybkie szkice na kolanie – już w momencie czytania instrukcji zaczynamy być wciągani w klimat macek i niepokoju, który później zostaje spotęgowany kartami znalezionymi wewnątrz niewielkiego pudełka.

„Poprzez wieki: Droga do szaleństwa” ujęło mnie od razu. Nie tylko tematyką (która akurat dla mnie jest wielkim plusem), ale szybkością rozgrywki, prostotą zasad i tym, że można ją zabrać do plecaka (lub damskiej torebki;), rozłożyć niemal wszędzie i „pyknąć” szybką partyjkę, czekając na spóźnialskich.
Draftujemy karty, zbieramy punkty, uważamy, żeby nie mieć za dużo żetonów szaleństwa (bo wtedy gra automatycznie się kończy, a my zostajemy zapakowani w gustowny kaftan i wysłani do pokoju bez klamek)i czerpiemy dużą przyjemność z tej malutkiej gry.

Może się wydawać, że przy zaledwie 18 kartach szybko poznamy wszystkie, przez co znudzimy się po kilku rozgrywkach. Być może, jednakże trzeba mieć na uwadze, że „Droga..” raczej nie będzie Waszym „daniem głównym” podczas spotkań planszowych, a jedynie przerywnikiem pomiędzy większymi produkcjami. Oczywiście, nie może konkurować z innymi grami dla dwóch osób – nie ta liga, nie ten kaliber – ale jako filler, który ma dać odpocząć naszym szarym komórkom, a przy tym sprawić nam frajdę, sprawdza się wyśmienicie. Do tego kosztuje naprawdę niewiele, a za te pieniądze otrzymacie łatwą, szybką i pięknie wykonaną grę 2-osobową.

A jeśli komuś nie odpowiada tematyka Cthulhu, może kupić normalną wersję „Poprzez wieki”. Tylko po co? Szaleństwo jest takie zabawne 😉


1 Comment

GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #1043 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja · 12 października 2017 o 20:25

[…] Board Games Addiction traci zmysły w krótkim czasie w Droga do Szaleństwa. […]

Nie bój się, komentuj! :)