Karma wraca! – słyszał chyba każdy z nas choć raz w życiu. Czy faktycznie wraca? Według mnie ciężko stwierdzić to jednoznacznie, ponieważ wchodzimy już na grunt tematów ideologicznych, czy o podłożu religijnym, a jak wszyscy wiedzą – ile głów, tyle opinii. Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe! – odchodzimy od wspomnianego już podłoża, aczkolwiek sens przekazu pozostaje niemal identyczny. Może zatem jest jakaś siła we wszechświecie, która obraca przekazywaną energię z powrotem w naszą stronę, niezależnie od tego, jak ją nazwiemy? Tym pięknym, filozoficznym wstępem zapraszam Was na spotkanie z Karmaką – grą karcianą od wydawnictwa FoxGames!

Jakie to piękne…

FoxGames, wydając Karmakę wypuszczało w rynek komunikat: Karmaka to druga najpiękniejsza gra na rynku, zaraz po Scythe!. Bez wahania zgodzę się, że nie uda jej się zdetronizować Scythe z pierwszego miejsca. Co do miejsca zaraz za nim – jestem bliski przyznania wydawnictwu racji. 😉 Zdecydowanie Karmaka przykuwa uwagę, a cała oprawa ma w sobie to coś. Zaczynając od pudełka, a na komponentach kończąc – jest na co czym oko zawiesić Szczególnie uwagę przykuwa Drabina Karmiczna i przedstawienie naszych kolejnych wcieleń. Grafiki na kartach przypominają mi delikatnie niedawno oglądany w kinie Twój Vincent,  który szalenie mi się podobał. Autorami tych arcydzieł są: Marco Bucci i Lane Brown – polecam pogooglować ich prace. 🙂 Do samej jakości druku, grubości kart, żetonów, czy planszy nie mam uwag – całość wydana jak należy. 🙂

O co w tym chodzi?

Karmaka to gra karciana. Celem graczy jest jak najszybsze dotarcie na szczyt Karmicznej Drabiny. Zaczynamy jako mało znaczący żuk gnojarz, aby finalnie przybrać formę najwyższego bytu i dostąpić transcendencji. Na każdym etapie o powodzeniu naszej reinkarnacji do wyższej formy będą decydować popełniane uczynki (karty, które zagrywamy). Możemy je zagrywać na kilka sposobów – przed siebie, jako uczynki jawne (liczba punktów z wyłożonych kart tego samego koloru decyduje, czy nam się w tym życiu uda); jako akcje – oddziałowujące na nas, lub na przeciwników; bądź odłożyć daną kartę na stos przyszłego życia, dzięki czemu po odrodzeniu będziemy znać choć część naszej startowej ręki. Kiedy pierwsza osoba dojdzie na szczyt drabiny – wygrywa!

Karma wraca…

W tej grze na pewno. I jest to jeden z ciekawszych mechanizmów. Wspomniałem już, że możemy zagrywać karty i wykonywać akcje zawarte w ich opisie. Psikus polega na tym, że każdą kartę, jaką zagramy w ten sposób – musimy zaproponować naszym przeciwnikom. Jeśli prezent przyjmą, odkładają tę kartę na stos przyszłego życia. Możemy być zatem pewni, że prędzej, czy później dokładnie ta karta znów pojawi się na stole (chyba, że przeciwnik się jej pozbędzie wykorzystując umiejętność jeszcze innego uczynku…). W każdym razie, zanim wykorzystamy zdolność karty – musimy się zastanowić, czy w przyszłym wcieleniu, kiedy pojawi się na ręce przeciwnika, może nam bardzo zaszkodzić. A więc jednak karma wraca…

Na pewno elementem usprawniającym i upłynniającym rozgrywkę są żetony, które gracze otrzymują, kiedy nie uda im się uzyskać odpowiedniej liczby punktów z wykonanych uczynków i podczas reinkarnacji pozostaną na tym samym poziomie wcielenia. Każdy taki zebrany żeton możemy wykorzystać przy którejś kolejnej reinkarnacji, jeśli zbraknie nam punktów z kart. Dzięki temu praktycznie do zera wyeliminowane jest ryzyko, że ktoś zostanie na wiele rund na jednym poziomie, ponieważ np. miał koszmarnego pecha w drafcie kart, albo przeciwnicy się na niego uwzięli. Z drugiej jednak strony, widząc że w tym życiu już raczej nie uda nam się osiągnąć sukcesu – można śmiało odłożyć co lepsze karty na przyszłe życie, albo metodą kamikaze wykorzystywać akcje (licząc się oczywiście z konsekwencjami w przyszłości).

W Karmace dociągamy karty z ogólnego stosu, więc pojawia się przy tym nieunikniona losowość. Na szczęście nie jest ona szczególnie uciążliwa. Po pierwsze ze względu na to, iź występują tak naprawdę tylko  3 kolory kart + jokery. W praktyce oznacza to, że mając np. bardzo małą ilość kart jednego koloru możemy odłożyć je na przyszłość, a skupić się na popełnianiu uczynków innego rodzaju w bieżącej rundzie. Nad wspomnianą losowością można zatem chociaż trochę zapanować.

Muszę przyznać, że lepiej mi się grało partie  2-osobowe, niż w większym gronie. Klimat i poczucie wyścigu były dla mnie wtedy dużo bardziej odczuwalne. Czy to oznacza, że Karmaka nie nadaje się do gry wieloosobowej? Nadaje, jednak wg mnie daje wtedy mniej fun’u. A zatem…

Jeśli zależy Ci na przepięknie wydanej grze – WARTO

Jeśli lubisz oryginalny temat przewodni – WARTO

Jeśli szukasz gry o łatwych do opanowania zasadach, a jednocześnie zmuszającej do myślenia – WARTO


Plusy:

  • przepiękne wydanie
  • łatwe do opanowania zasady
  • oryginalny temat
  • mechanika ciekawie odzwierciedlająca buddyjską karmę
  • płynność rozgrywki
  • losowość do opanowania

Minusy:

  • słabsze odczucia przy grze 3-4-osobowej

Wydawca: FoxGames
Liczba graczy: 2- 4
Wiek:14+
Czas gry: ok. 45 minut


1 Comment

GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #1076 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja · 8 grudnia 2017 o 18:06

[…] Board Games Addiction doskonale wie, co znaczy karma – Karmaka. […]

Nie bój się, komentuj! :)