Mamy na rynku co najmniej kilka przykładów, kiedy próbowano przenieść grę komputerową na planszę (z większym bądź mniejszym sukcesem), m.in. bardzo głośną, niedawną premierę This War of Mine, Heroes of Might & Magic, Civilization czy Vikings Gone Wild. Nie przedłużając – o tym ostatnim tytule będzie dzisiaj mowa. Czy to udana konwersja? Kto będzie zadowolony z rozgrywki? Do dzieła! 

Kupuję oczami

Jak już pewnie zdążyliście zaobserwować po moich recenzjach – jak widzę grę, która podoba mi się wizualnie to często nawet nie zwracam uwagi za specjalnie na mechanikę, czy temat, tylko po prostu chcę ją mieć! A dopiero później przychodzi refleksja. Tak też było z VGW i dzięki uprzejmości Games Factory trafiła na naszą półkę. Wykonanie bardzo mi się podoba i nie mam się do czego przyczepić. Grafiki na kartach cieszą oko, a w połączeniu z często zabawnymi nazwami tym bardziej podobają się większości odbiorców. Nie sposób też ominąć znaczników w kształcie beczułek piwa. 😉 Instrukcja jest zrozumiała i dość szybko można rozpocząć grę. Jedyne, co mi doskwierało w początkowych partiach to setup. Jest kilka stosów, które mają taki sam rewers (co zrozumiałe, bo w miarę rozbudowywania swojej talii karty trafiają do naszego stosu, a raczej nie chcielibyśmy zdradzać rewersem jakiego rodzaju karty mamy w danej chwili na ręce), więc ich dzielenie, tasowanie, rozkładanie było trochę irytujące. W miarę rozgrywania kolejnych partii przestaje się na to zwracać aż taką uwagę.

O co w tym chodzi?

Najpierw kilka słów o wersji mobilnej. Jak w wielu tego typu grach skupiamy się na rozwoju własnej wioski. Stawiamy budynki, które generują surowce (piwo i złoto), budynki specjalne, obronne, rekrutujemy wojsko etc. Możemy przy użyciu dzielnych wojaków oraz postaci specjalnych (np. Thor, czy Loki) atakować innych graczy. Wygrywamy, bądź nie i wracamy do siebie. Dalej stawiamy budynki, zbieramy surowce, najeżdżamy i tak dalej, i tak dalej. Całość okraszona oczywiście masą mikropłatności, dzięki którym będziemy szybciej produkować surowce, czy zdobywać przychylność herosów i jeszcze skuteczniej najeżdżać sąsiadów. A w międzyczasie wykonywać misje, które się pojawiają. Po co? Żeby mieć jeszcze większą wioskę. Po co? Nie mam pojęcia, bo nigdy nie rozumiałem fenomenu takich gier, ponieważ tak naprawdę nie mają końca (może też dlatego, że wychowałem się na starych grach pecetowych…). Szczególnie, że interakcji z innymi w tym praktycznie nie ma, bo nawet jak zaatakujemy wioskę, to jakiekolwiek zniszczenia dzieją się tylko podczas walki. Kiedy walka się kończy – wioska przeciwnika wraca do stanu sprzed ataku, a jedynie my dostajemy jakiś benefit, albo tracimy przy przegranej. Interakcja to zatem żadna. Wersja planszowa VGW oddała (niestety) dość wiernie mechanikę gry mobilnej. Zaczynamy mając kilka podstawowych kart z surowcami i jednostkami, a następnie przy ich wykorzystaniu rozbudowujemy swoją wioskę, rekrutujemy jednostki, kupujemy systemy obronne, czy wyruszamy na podboje do wiosek pozostałych graczy. Mechanika gry opiera się na deckbuildingu, czyli konstruujemy swoją talię i w każdej turze gramy kilkoma kartami, które z tej talii sprezentuje nam los. Gramy do momentu, w którym jeden z graczy zdobędzie 30 lub 40 (w zależności od liczby graczy) punktów. Podliczamy wtedy jeszcze dodatkowe punkty za karty osiągnięć i wyłaniamy zwycięzcę. Ot, przynajmniej jest jakiś cel – nie to co w wersji mobilnej…

Wikingowie oszaleli! Wait… what?

Moje odczucia co do gry są dość mieszane. Z jednej strony mam świadomość, że ze względu na lekkość rozgrywki i przyjemną stronę wizualną tytuł ten przypadnie do gustu wielu osobom, które grają od niedawna i poszukują ciekawych gier o nieskomplikowanych zasadach. Takie opinie również słyszeliśmy od naszych mniej doświadczonych współgraczy i gra im się podobała. Z drugiej strony, mimo że znany jest cel gry to momentami czuję tą samą bezsensowność, co przy grze na smartfonie. Jeśli ktoś oczekuje czegoś więcej, powinien zwrócić uwagę na…

Deckbuilding, jego zastosowanie w VGW i związane z nim plusy i minusy. Pamiętam, jak zagrywałem się w Dominiona. Niezależnie od tego, jak rozbudowywałem talię, to praktycznie w każdej turze byłem w stanie zrobić coś konkretnego, dostosować się do sytuacji i brnąć dalej. W VGW, w większości przypadków masz możliwość np. rozwoju swojej wioski, ale jeśli chodzi o atak/obronę i interakcje z innymi graczami to losowość aż zabija. Abstrahując od tego, że na początku gry nawet nie mamy żadnej karty obronnej, w późniejszych fazach również może się okazać, że w najbardziej oczekiwanym momencie nie wejdą na rękę. Spotkałem się z opiniami, że dzięki temu więcej gry dzieje się nad stołem, ponieważ można pobawić się w blefowanie. Ja tego kompletnie nie czułem. Rajdy na przeciwników kończyły się zatem dość obojętnym zagrywaniem kart. Miałem nawet taką partię, w której mocno poszedłem w kupowanie kart obronnych (jeden z głównych celów dawał punkty za ich największą ilość – zdobyłem go), a i tak przy wielu atakach współgraczy nie miałem jak się bronić, bo karty nie podchodziły… Gdzie są zatem ci szaleni wikingowie? W którym momencie się wściekli? Dlatego już w tytule tej recenzji poddaję podbój w wątpliwość. To takie: „- A teraz najadę Cię całą moją armią i poczujesz gniew Odyna! – Spoko, i tak nie mam się czym obronić, a w sumie to niczego mi w wiosce nie zniszczysz. Wal śmiało.”.

Podsumowując, Vikings Gone Wild to poprawna gra dla początkujących, od której oczekiwałem prawdopodobnie po prostu zbyt wiele. Jest pięknie wydana, miała bardzo dobrze poprowadzoną kampanię na wspieram.to, do tego jest to polskie wydanie zagranicznej gry, która osiągnęła sukces, a zagraniczne recenzje również były bardzo pozytywne. Na pudełku znajduje się nawet znaczek ‚Seal of excellence’ od Dice Tower. Jak już napisałem – mnie jednak rozczarowała i nie zostanie w naszej kolekcji. To smutne, bo nawet kiedy patrzę na zdjęcia, to mam ochotę zagrać w VGW. Kiedy jednak znajdzie się już czas na partię, to inne pudła wyjmujemy znacznie chętniej. A zatem…

Jeśli szukasz gry pięknie wydanej – WARTO

Jeśli jesteś fanem mobilnej wersji VGW – WARTO

Jeśli oczekujesz dużych emocji podczas gry – NIE WARTO


Plusy:

  • piękne wydanie
  • niski próg wejścia
  • zabawne nazwy na kartach
  • gra się ok zarówno na 2, jak i 4 osoby

Minusy:

  • system walki
  • słaba interakcja
  • losowość, nad którą słabo da się zapanować
  • gdzie są wkurzeni wikingowie?!

Wydawca: Games Factory
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 10+
Czas gry: 45-90 minut


1 Komentarz

Świat ludzi wysyła do boju dzielnych mężów… Wojowników Midgardu! – Board Games Addiction · 24 stycznia 2018 o 01:01

[…] O jednym z przedstawicieli tego drugiego tematu pisałem niedawno (recenzja Vikings Gone Wild TUTAJ). Kolejnym tytułem o dzielnych wojach z północy, nad którym chcę się dzisiaj pochylić to […]

Nie bój się, komentuj! :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.