Nie sztuką jest zrobić „wielką” grę, z masą plastiku przykuwającego wzrok i powodującego niepohamowany odruch wydania setek złotych na ten konkretny tytuł. Sztuką jest zrobić małą grę, która będzie sprawiała taką samą frajdę, jak duży tytuł, a jak jeszcze będzie „z jajem” to już całkiem – pełnia szczęścia.
W tym przypadku się to udało, a wspomnianym jajem są warzywa – marchew, sałata, pomidor (tak, wiem – pomidor to nie warzywo;).
Ale! Żeby nie było za łatwo, nie dostajemy ich do ręki, o nie! Musimy je sobie narysować!

„Kości obfitości” (ach, te polskie tłumaczenia…;D) to gra w Polsce wydana przez Board&Dice. Jest to kolejna gra tego wydawnictwa, zamknięta w małym pudełku, ale dająca ogromną masę frajdy!

Chociaż pierwsze wrażenie jest zupełnie inne…
Po otwarciu pudełka ukazuje się naszym oczom jeden woreczek strunowy, zawierający 9 kości (po 3 w trzech kolorach: pomarańczowym, zielonym i czerwonym – już chyba domyślacie się o co chodzi;)i cztery ołówki. Do tego mamy kartonowym znacznik pierwszego gracza (z sympatyczną różową świnką) oraz dwa notesy zawierające miliard kartek z ogródkami, które będziemy zapełniali warzywami. Notesy są dwa – jeden dla rozgrywki podstawowej, drugi zaawansowanej.

I tyle! Pomimo tak małej liczby komponentów, pudełko wypełnione jest po brzegi.

A jak się w to gra? Bardzo prosto i sympatycznie!

Najpierw bierzemy po jednej kartce swojego ogródka, do tego ołówek, wyznaczamy pierwszego gracza i możemy wcielać się w ogrodników!

Pierwszy gracz rzuca wszystkimi kośćmi, po czym każdy z graczy po kolei zabiera jedną kostkę i… rysuje warzywo przypisane do koloru kości, w polu określonym liczbą oczek na kostce, którą właśnie wybraliśmy. Pierwsze warzywo danego rodzaju rysujemy, gdzie chcemy, kolejne tego samego typu możemy narysować tylko na polach bezpośrednio sąsiadujących z wcześniejszym!
A co, w przypadku, kiedy nie ma kostki w kolorze i z cyfrą, która jest nam potrzebna (bo inny ogrodnik nam ją bezczelnie ukradł!)? Nic straconego – wybieramy dowolne warzywko i…. karmimy naszą świnkę, którą trzymamy w chlewie, koło naszego ogródka!
A że nakarmiona świnka, to szczęśliwa świnka, ta (po osiągnięciu określonego poziomu „sytości”) odwdzięcza się nam możliwością manipulacji kostką, którą wybraliśmy w dowolnym momencie swojej tury.
Na końcu każdej tury musi pozostać jedna wolna kostka (więc zawsze jeden z graczy będzie dobierał mniej kości), która trafia na „bazar” podnosząc cenę konkretnego warzywa – inaczej mówiąc, wzrasta mnożnik punktów za dane warzywo na koniec gry.

I tyle. Rzucamy kostkami, wybieramy warzywa do ogródka (lub karmimy świnkę), podnosimy wartość warzywek na rynku i gramy tak, aż któryś z graczy nie zapełni swojego ogródka w całości lub kiedy czyjaś świnia nie będzie najedzona do syta, ewentualnie cena jednego z warzyw na rynku osiągnie maksimum. Wtedy podliczamy punkty i wygrywa najlepszy ogrodnik.

Banalne zasady, które można nieco urozmaicić grając w wersję zaawansowaną, ale przyznam szczerze, że my do tej pory gramy wariant podstawowy – tak dobrze się przy nim bawimy!
Zaskakujące jest to, jak prostota zasad i sprytna mechanika rysowania warzyw, zamiast zbierania i układania kości na polach, przekłada się na przyjemność z gry.

Ta gra jest po prostu szalenie przyjemna i zabawna!
Bez względu na to, czy gramy z młodszymi graczami, dla których frajdą jest już samo rysowanie warzyw w ogródku, czy ze starszymi, gdzie pojawia się rywalizacja, podbieranie kości i obieranie różnych strategii (na ogrodnika, „na świnię”, mieszana) – gra się tak samo przyjemnie, a z racji tego, że jest to szybki tytuł, nigdy nie skończyło się na jednej partii!

Doceniam pomysł twórcy, aby nie dawać wielu kostek (chociaż uwielbiam gry z masą kostek!), bo ich liczba oscylowałaby pewnie w okolicach tej, jaką mamy przy Roll for the Galaxy, a zamiast tego zaproponować ciekawe rozwiązanie, jakim jest rysowanie warzyw w ogródku. Jedni będą się do tego przykładać (młodsi gracze, ja;p), inni będą rysowali figury geometryczne i bardziej skupią się na zbieraniu punktów (pozdrawiam Irka z B&D;) – już samo to pokazuje, że choć jest to gra familijna, to nawet geek może czerpać z niej przyjemność.

Polecam tę grę z całego serca, tylko dam Wam małą radę – zawczasu zróbcie sobie ksero jednej kartki Waszego ogródka. Tak szybko się kończą…


1 Komentarz

GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #1116 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja · 14 kwietnia 2018 o 11:06

[…] Aaken_Stranger z blogu BoardGamesAddiction wcielił się w początkującego farmera w recenzji Kości Obfitości. […]

Nie bój się, komentuj! :)