Jaką macie pierwszą myśl, kiedy powiem „gra planszowa”? Plansza? Pionki? A może kostka? Ta ostatnia kojarzona jest oczywiście przede wszystkim z losowością. Osobiście lubię, kiedy w grach dzieje się coś niespodziewanego, albo sukces jakiegoś przedsięwzięcia zależy od rzutu tymże sześcianem (aczkolwiek lubię mieć wtedy w zanadrzu jakąś umiejętność, kartę, czy cokolwiek, dzięki czemu będę w stanie na ten wynik mniej, lub bardziej wpłynąć). A co powiecie na grę, w której kostki są centralną częścią rozgrywki? I nie mam tu na myśli gry w kości… Czy to się może udać? Przekonajmy się! 😉

Porzucajmy kostkami! Tylko to za duże pudełko będzie jednak za małe…

…what? Na wyposażeniu Rzutem do Mety znajduje się 110 kart i 30 kostek. Kiedy zobaczycie i otworzycie to wielkie pudło przypomnicie sobie, jak się czuliście, kiedy pierwszy raz mieliście w rękach mega paczkę chipsów i z zawodem stwierdziliście, że połowa opakowania to powietrze. W przypadku chipsów ma to jednak sens – nasze faliste przekąski mają się nie połamać. Tutaj jednak sensu się nie doszukałem. Przez chwilę myślałem, że może pomarańczowa wkładka z ‚torem’ ma służyć za planszę (z tyłu pudełka na grafikach trochę tak to wygląda…). Jak widzicie na zdjęciach – jest to niemożliwe, ponieważ miejsca jest… za mało. Dostajemy zatem zbyt wielkie pudełko, którego wnętrze jest za małe, żeby w nim grać, mimo że grafiki do tego zachęcają. Mind blown.

Ponarzekałem na wykonanie, ale może chociaż mechanika zachęca? W Rzutem do Mety będziemy się ścigać wspomnianymi już kostkami i zdobywać punkty na zakończenie każdego etapu (4 razy w grze) naszego wyścgu. Etap kończy się, kiedy w talii, z której dobieramy karty akcji pojawi się karta z flagami. Kiedy to się wydarza? Tego do końca nie wiadomo, ponieważ stosy do każdego etapu przygotowywane są ‚na oko‚, a później łączone w jeden. Za co punktujemy? Zaczynamy grę mając kilka ukrytych kart celów. Na każdej z nich znajduje się kostka z odpowiednią liczbą oczek oraz kolorem. Jeśli w czołowej grupie wyścigu będą kostki odpowiadające tej na wybranej przez nas karcie celu – mamy szansę zdobyć komplet punktów. A w jaki sposób kostki przesuwają się w wyścigu? Za pomocą wspomnianych już wcześniej kart akcji – zaczynamy z losowym zestawem, a później w trakcie gry dobieramy z dostępnych (odkrytych) kart, albo w ciemno z talii. Jeśli zatem akcje nam nie podejdą w kontekście naszych celów… w sumie nie zrobimy nic więcej. Chyba jedyna ciekawa rzecz to karty z akcjami specjalnymi, które np. zmieniają miejscami całe grupy kostek, albo wyrzucają czołową kostko-biegaczkę na sam koniec. Niestety, tego typu kart jest wg mnie za mało…

Wiem, że ta recenzja nie jest zbyt długa i nie pokazuje żadnego fajnego i pozytywnego elementu Rzutem do Mety, ale… po prostu takiego nie widzę. Próbowaliśmy zagrać z dzieckiem – gra jest zbyt abstrakcyjna i za mało ciekawa. Gdyby ścigały się figurki, które mają jakieś super moce, pewnie odbiór byłby dużo lepszy. Dla dorosłych? Nuda i festiwal losowości. Jeśli karty i kostki podejdą – można spróbować pobawić się w zarządzanie ryzykiem. Poza tym tak wiele rzeczy w trakcie gry się zmienia, na które nie ma się żadnego wpływu, że jakakolwiek przyjemność z rozgrywki gdzieś się rozmywa… Grając w 3 osoby zachowuje się jeszcze pozory jakiejś minimalnej kontroli – im większy skład, tym bardziej zapomnijcie o panowaniu nad czymkolwiek. Ja naprawdę lubię kostki. Roll Player, Sagrada, Santa Maria, Grand Austria Hotel, czy Top Kitchen – tam kostki działają. Tutaj mam wrażenie, że ktoś po prostu przekombinował.

Plusy:

  • dużo kostek
  • proste zasady

Minusy:

  • festiwal losowości, gdzie praktycznie na nic nie ma się wpływu
  • mało kart akcji specjalnych
  • zbyt abstrakcyjna dla dzieci
  • za mało angażująca dla dorosłych
  • im więcej osób, tym jakakolwiek kontrola nad grą ulatuje w powietrze

Wydawca: Trefl Joker Line
Liczba graczy: 2-6
Wiek: 10+
Czas gry: ok. 30 minut


Nie bój się, komentuj! :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.