Umarł król, niech żyje król! Hola, hola, każdy normalny dziedzic (i jego zazdrosne rodzeństwo) woli w pierwszej kolejności wybrać się do krypty byłego władcy i pozbierać trochę błyskotek – to w pełni zrozumiałe, prawda? W tej niewielkiej karciance od Allingames właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia. Jak nam się ta zabawa spodobała? Przekonajmy się!

Oczekiwania adekwatne do wielkości pudełka…

Kiedy Allingames wysyłało nam paczkę ze swoimi grami dostaliśmy informację, że będzie tam również ich nowość (ale nie powiedzieli co, łachudry 😉 ), którą chciwi piraci z Dead Men Tell No Tales zaciągnęli ze sobą do kartonu. Wspomnieli również, żeby nasze oczekiwania względem tej gry były adekwatne do wielkości pudełka… Jak wiecie, pudełko od Crypt jest małe, więc nasze oczekiwania zgodnie z sugestią były niewielkie. A w praktyce okazało się, że to naprawdę udany tytuł!

O co chodzi w Crypt? W każdej turze na stole leży odpowiednia liczba kart skarbów – zakrytych i odkrytych, zależnie od liczby uczestników rozgrywki. Gracze po kolei przydzielają swoje sługi (kostki) oraz określają ich siłę. Jeśli ktoś chce się zaczaić na ten sam skarb – musi położyć kostki o sumie wartości wyższej od tych obecnych, co skutkuje również zepchnięciem sług wcześniejszej osoby. Logicznym wydawałoby się, że położenie szóstek zagwarantuje nam zdobycie karty. Z jednej strony tak, z drugiej jednak, kiedy już wszyscy przydzielą kostki, należy sprawdzić, czy słudzy wyczerpali się podczas grabieży. Rzucamy zatem kostkami i rozpatrujemy ich wynik oddzielnie. Jeśli wypadła nam niższa wartość od wcześniej zadeklarowanej – kostka ląduje w miejscu dla wycieńczonych sług i nie będziemy mogli z niej skorzystać, póki jej stamtąd nie odzyskamy. A możemy to zrobić na dwa sposoby – albo tracąc całą swoją akcję w danej turze (a więc nie pozyskamy żadnej karty); albo jeśli inni gracze zepchną nasze pozostałe kości w trakcie ich przydzielania do kart. Efekt ten sam – w tej turze nie pozyskamy żadnego skarbu. Każdy zatem balansuje na granicy ryzyka, jednocześnie sprawdzając, jakie karty zbierają pozostali gracze. A nóż komuś nie będzie potrzebny skarb, na który się czaimy i wystarczy przydzielić jednego sługę o wartości jednego oczka? 

Karty skarbów posiadają odpowiednie wartości punktowe, jak również symbole. Zbieranie ich pozwala nam na korzystanie ze zdolności kolekcjonerów – a ci z kolei mogą pomóc nam np. odzyskać wyczerpanego sługę, przerzucić kostkę, czy zafundować dodatkowe punkty. Kojarzy mi się to trochę z Majestatem, gdzie na koniec gry dostajemy punkty za kolekcje, w których mamy największą liczbę kart. Warto zatem pozyskiwać karty w kilku rodzajach, a nie skupiać się tylko na jednej. Tutaj podobnie – nie opłaca się zbierać tylko jednego rodzaju symboli, a próbować rozwijać się dość równomiernie. I tak, jak w Majestacie karty lokacji mają dwie strony, tak samo jest w przypadku kolekcjonerów w Crypt. Różnią się one efektami, aczkolwiek można je dowolnie mieszać. Zwiększa to regrywalność i różnorodność rozgrywki. 

Jak już pewnie zauważyliście, wzajemne wyrzucanie się z kart wiąże się z dużą dozą negatywnej interakcji. Co ciekawe, Edyta która nie jest zwolennikiem wzajemnego przeszkadzania sobie w grach przyjęła ten tytuł bardzo pozytywnie. Nie ma tutaj bowiem bezpośredniego atakowania się nawzajem, a to czy ktoś przepędzi nasze sługi od danego skarbu zależy przede wszystkim od ryzyka, które podejmiemy, ile i jakiej wartości kostki zagramy. Rozgrywka jest szybka i często zdarzało nam się, że po jednej partii rozgrywaliśmy kolejne. 

A jakie są moje odczucia? Oczekiwania, zgodnie z sugestią miałem dość małe. 😉 Za to wrażenia bardzo pozytywne! Według mnie Crypt jest bardzo dobrym fillerem, poza tym świetnie sprawdzi się np. na koniec sesji planszówkowej, kiedy każdy chciałby jeszcze w coś zagrać, ale niespecjalnie ma ochotę na jakiś bardzo angażujący tytuł. Mamy tutaj przepychanki między graczami, lekki blef, zarządzanie ryzykiem, kostkową losowość. W naszym przypadku jest to jedna z niewielu gier z negatywną interakcją, w którą chce grać Edyta, więc tym bardziej zostanie w kolekcji. 😉 Jednym słowem – zdecydowanie polecam!

Plusy:

  • szybki filler
  • miejsce na wycieńczone sługi made my day
  • łatwa do przełknięcia negatywna interakcja
  • regrywalność ze względu na dwustronne karty kolekcjonerów

Minusy:

  • instrukcja mogłaby mieć momentami bardziej intuicyjną formę

Wydawca: Allingames
Liczba graczy: 1-4
Wiek: 14+
Czas gry: ok. 25 minut


Nie bój się, komentuj! :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.