Jeśli uwielbia się gry typu area control, tudzież dudes on map, to są gry, w które TRZEBA zagrać – Pan Lodowego Ogrodu, Rising Sun, Cry Havoc, Kemet czy recenzowany dzisiaj INIS.

Naturalnym też będzie porównywanie tego ostatniego zwłaszcza do Kemeta i Cyklad (bo to w końcu ten sam wydawca oryginalny – Matagot – i podobny pomysł na grę: w każdej to kontrola terenu, dużo walk, konkretna mitologia).
Jak więc na tym tle wypada INIS?
Posłuchajcie…

INIS to gra typu area control/dudes on map, przeznaczona dla 2-4 graczy, w Polsce wydana przez Portal, którą byłem totalnie podjarany od momentu, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem jej recenzję na jednym z polskich kanałów youtubowych.
Używam określeń „totalnie podjarany”, bo po tych pierwszych materiałach gra zrobiła na mnie kolosalne wrażenie, tym jak wygląda oraz tym, jak się w nią gra. Jednak musiało upłynąć trochę czasu, abym mógł w nią zagrać, a stało się to dopiero podczas któregoś ze Stark Expo w Polanicy i po tej pierwszej partii, którą przegrałem sromotnie, miałem dość mieszane wrażenia, po czym okazało się, że… grałem w zupełnie inną grę niż reszta współgraczy!
Dlaczego?
Nauczony doświadczeniem z Pana Lodowego Ogrodu myślałem, że do spełnienia każdego z warunków zwycięstwa w tej grze, trzeba KONTROLOWAĆ określone rzeczy… Okazuje się, że nie – w przeciwieństwie do innych gier area control, wystarczy, że będziemy obecni na 6 obszarach lub na obszarach z 6 miejscami kultu… Możecie się domyśleć, jakie było moje zdziwienie, kiedy po nagle zakończonej partii, dowiedziałem się o swoim błędnym podejściu do tej gry..

Na kolejne spotkanie z tą grą musiałem znów długo poczekać, bo aż do (kilka razy przesuwanej) premiery polskiej wersji od Portalu, a kiedy w końcu kupiłem, rozpakowałem i zaczęliśmy w nią grać, okazało się, że na części kart są błędy, które w większym lub mniejszym stopniu psują rozgrywkę… I chociaż gramy w tę grę nadal, to wciąż musimy pamiętać, na których kartach są błędy, co mówiąc oględnie – irytuje.

Jak więc widzicie – moje początki z INISem nie były takie, jak sobie wymarzyłem.. A jak było później?
Lepiej, chociaż nie bez zgrzytów.

Jest wiele rzeczy, które podobają mi się w tej grze, ale niestety jest też sporo, które sprawiają, że nie wracam do niej tak często jakbyśmy oboje (jak i „Ajnisz”) chcieli..

Zacznijmy może od pozytywów 🙂
Gra jest prosta mechanicznie – wszystko, co możemy zrobić, robimy wyłącznie za pomocą kart – odkrywamy nowe lądy, podbijamy tereny innych graczy, stawiamy nowe budowle, walczymy, itd. Bez kart – nie zrobimy nic, poza spasowaniem oraz wzięciem żetonu pretendenta.
Skoro już przy żetonach jesteśmy – w tej grze nie da się wygrać z zaskoczenia. Co prawda wygraną sprawdza się na początku rundy, ale aby móc wygrać, trzeba posiadać wspomniany wcześniej żeton pretendenta, który bierzemy podczas swojej tury.. Co w jasny sposób komunikuje innym graczom, że jesteśmy blisko wygranej, w efekcie czego reszta skupia się właśnie na nas – wygrana w tej grze nie jest tak łatwa do osiągnięcia, właśnie przez tę mechanikę znaną chociaż z popularnej gry karcianej „Makao” 😉
Skoro już o kartach mowa, to kolejnym plusem jest sposób w jaki je pozyskujemy na początku każdej tury, a mianowicie za pomocą draftu. Tyle, że jest to draft z ciekawym twistem – po otrzymaniu kart od innego gracza, nie wybieramy nowej karty do swojej ręki jedynie z tego, co otrzymaliśmy, ale możemy wybrać odpowiednią liczbę kart z wszystkich, które aktualnie posiadamy – czyli włącznie z tymi kartami, które wcześniej sobie zostawiliśmy. Dzięki temu nie jesteśmy skazani na sytuację „każda karta z innej parafii”, tylko możemy poskładać sobie set kart, który jest nam aktualnie najbardziej potrzebny (i czasami nawet się nam to udaje…).
Podoba mi się również system walki, który jest bardzo prosty, a jednocześnie pozwala trochę kombinować, dogadać się, zawrzeć tymczasowy sojusz.
Plusem są również kafle planszy, w ciekawych kształtach, dzięki którym mapa się nie „rozjeżdża” na stole.
Ostatnim pozytywem jest skalowalność gry, która działa tak samo dobrze, w każdym składzie osobowym.

No dobra, a teraz, co mi się nie podoba.
Największym problemem w tej grze jest to, na czym się ona opiera, czyli właśnie karty. Nie chcę się długo rozwodzić nad kiepskim polskim tłumaczeniem i utrudnieniami, które z tego wynikają – wycierpiałem tyle, to jeszcze cierpliwie poczekam do premiery dodatku, kiedy to rzekomo mają również pojawić się poprawione karty…
Problem z kartami jest taki, że… jest ich za mało.
Precyzując – w grze mamy trzy rodzaje kart:
1.terenów – otrzymujemy je dzięki kontroli danego terenu i dają nam różnorodne bonusy;
2. eposów – mega mocne karty, które niejednokrotnie wywracają rozgrywkę do góry nogami i zmieniają zasady gry (nawet jeśli mają dobrze przetłumaczone działanie;);
3. akcji/pór roku – główna talia, składająca się (maksymalnie, w zależności od liczby graczy) z 17 kart, na której opiera się cała mechanika gry. To właśnie te karty draftujemy na początku każdej rundy i operujemy głównie nimi..
Początkowo taka mała liczba kart akcji wydaje się być minusem – bo jak to, tylko 17 kart (z czego w grze korzystamy tylko z 16, bo jedna jest losowo odrzucana na początku rundy)?! Jak tym grać? I do tego one są do siebie takie podobne! Ktoś tego nie przetestował!!!
Z czasem okazuje się, że taka liczba kart w zupełności wystarcza, a karty które początkowo wydają się działać identycznie, działają zupełnie inaczej, a do tego niektóre karty nie są tak bezużyteczne, jak wcześniej myśleliśmy i w pewnych sytuacjach przyda się każda z 17 kart…
Tjaaa… tyle, że dość szybko początkowa „fascynacja” nowymi kartami mija, poznajemy ich możliwości i combosy, co prowadzi do sytuacji, w której każdy gracz dąży do zebrania identycznego zestawu kart, w konsekwencji czego na koniec draftu padają komentarze typu „w tej rundzie g@$%o mam na ręku, ale coś tam wyrzeźbię, a odkuję się w kolejnej rundzie! O ile podejdą mi karty…”
Sam początkowo broniłem hasła, że „trzeba się nauczyć grać tym, co mamy”, ale grając w ogranym towarzystwie, znającym grę, karty i ich combosy, często dochodzi niestety do sytuacji opisanej powyżej. Oczywiście, są karty eposu (które dostajemy za konkretne akcje, a nie draftujemy), mogące sporo zmienić w grze, ale mimo wszystko..
Nie podoba mi się również czas gry.
INIS mógłby być fajnym, dynamicznym area control, gdyby nie system „makao-po makale”, przez co lider jest bardzo często blokowany, sprowadzany do parteru, a w tym czasie ktoś inny również może osiągnąć któryś warunek zwycięstwa. Tyle, że przy remisie w liczbie spełnianych warunków zwycięstwa, wygrywa ten, który jest Branem (graczem kontrolujących stolicę), a jeśli żaden z nich nim nie jest, gra trwa dalej…
Owszem – czasami zdarzają się szybsze partie (zwłaszcza na 2 graczy), ale przy grze na 3-4 graczy często partia przeciąga się w nieskończoność, jeśli gracze są „kumaci” i umiejętnie blokują lidera. Zdarza się, że ten ich przechytrzy jakimś cwanym zagraniem, ale aby móc tego dokonać potrzebuje odpowiednich kart… I tutaj wracamy do pierwszego punktu, wśród minusów…
Ostatnim, chyba największym minusem dotyczącym INIS jest to, że… Kemet ponownie został wydany po polsku i to z wszystkimi dodatkami.
Wiem, że może zabrzmieć to absurdalnie, ale mając do wyboru INIS i Kemet, nawet na 3 graczy, wybiorę obecnie ten drugi, mający jeszcze prostsze zasady, ale będący bardziej dynamicznym, czytelnym i bardziej satysfakcjonującym, zwłaszcza po zaciętej partii. Po wygranej w INIS często mam wrażenie, że ją „wymęczyłem”, wygrałem przez nieuwagę innych graczy, w Kemecie każda wygrana smakuje tak samo dobrze.

Czy w związku z powyższym INIS to zła gra?
Nie, to wciąż bardzo fajny tytuł, z ciekawymi rozwiązaniami i mogący się wielu osobom podobać, dla mnie jednak średnio grywalny przez te wszystkie błędy na kartach, o których trzeba ciągle pamiętać, przez małą różnorodność kart akcji oraz przez Kemeta, który po prostu podoba mi się bardziej.
Jeśli ktoś zaproponuje mi INIS – zagram, bo lubię tego typu gry. Ale sam prędzej zaproponuję inne area control, niż to.

3 grosze owiesska:

Na Inis nakręciłem się jeszcze podczas zeszłorocznego Portalconu, kiedy Portal pokazał polskie pudełko. Te z oryginalnego wydania, mówiąc bardzo delikatnie było koszmarnie brzydkie. Dodatkowo, mechanikę Inisa wychwalał pod niebiosa jeden z polskich planszówkowych youtuberów. Kiedy więc „mięcho” zostało ubogacone bardzo ładnym wydaniem – gra z automatu trafiła na radar. Pech chciał, że na wspomnianym Portalconie usiedliśmy do Inisa na sam koniec imprezy i zdążyliśmy rozegrać jedynie jedną turę. Zobaczyłem zatem, jak wygląda draft i stwierdziłem, że to naprawdę ciekawe rozwiązanie. Do tego grafiki na kartach… coś pięknego. Czar prysnął, kiedy już mieliśmy egzemplarz gry w domu i rozegraliśmy kilka partii. Wspomniany draft i ‚twist’, o którym napisał wyżej Stark jest z założenia fajnym rozwiązaniem. W praktyce, już w połowie pierwszej partii zaczął nas po prostu nużyc, ponadto jeśli karty jakoś nie podeszły, to taktyka sprzed kilku tur stawała się już nieaktualna. A jeśli nie masz odpowiednich kart, nic nie zrobisz. Szkoda, że nie ma możliwości wykonywania jakiejś puli ekstra akcji, jak np. poruszenie figurki, niezależnie od rodzaju posiadanych kart (tak, jak zagranie jakiejkolwiek karty bokiem w Mage Knight).

Kolejna kwestia, która już w tekście wybrzmiała to wspomniane ‚wymęczenie’ partii. Konieczność potwierdzenia spełnienia warunku wygranej na początku kolejnej rundy miała być pewnie z założenia zaproszeniem graczy do zakładania sojuszy, zrywania ich etc. Tak się dzieje, tylko w momencie, kiedy ktoś weźmie żeton pretendenta. Wtedy rozpoczyna się nagonka. Pretendent zostaje ‚zgnojony’, chyba że inni nie mają już odpowiednich kart do zagrania. Jeśli udało się zapobiec jego wygranej, często gra rozpoczyna się niemal od nowa. I znów draft, i znów czasem coś się uda zrobić zgodnie ze swoją strategią, czasem nie… Koniec końców mieliśmy partię, w której już nikomu się nie chciało i tylko czekaliśmy, aż ktoś spełni warunek zwycięstwa, bo głupio tak skończyć partię w trakcie.

Podsumowując, w mojej opinii Inis jest grą, którą zdecydowanie warto poznać, ale też koniecznie zagrać przed kupnem. Jej mechanizmy są ciekawe, jednak przyjemność z ich zastosowania będą mieli gracze, którzy konkretnie takich mechanizmów poszukują. Ja niestety podziękuję.


0 Komentarzy

Nie bój się, komentuj! :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.