Być może pamiętasz jeszcze o takiej grze, jak Roll Player (nasza recenzja TUTAJ), gdzie turlaliśmy kostkami, aby stworzyć jak najbardziej wypasionego bohatera. Jakiś czas temu pojawił się na rynku do niej dodatek (nasza recenzja TUTAJ), w którym nasz bohater stawał do walki z potworami. Tymczasem, już za chwilę, bo 15go listopada polska premiera Kartografów – kolejnej gry ze świata Roll Playera, w której w szranki stają nasze… ołówki, kredki, flamastry i inne mazaki. Czas zmalować najlepszą mapę! 😉

Kartografowie

Fun fact – kiedy pierwszy raz zobaczyłem okładkę Roll Playera podczas kampanii crowdfundingowej pomyślałem sobie, że to jakieś takie mdłe i w sumie nieciekawe. Zainteresowanie praktycznie zerowe. Później, widząc różne pozytywne opinie stwierdziłem, że warto się jednak temu tytułowi przyjrzeć. Efekt? Bardzo lubię zarówno podstawkę, jak i dodatek, a na Kartografów zacierałem rączki od samego początku. Oczekiwania miałem zatem wysokie, sprawdźmy czy zostały zaspokojone. 😉

Kartografowie

A tutaj postawimy las

Na wstępie kilka słów na temat mechaniki. Jeśli miałeś do czynienia z jakąkolwiek grą roll&write, wiesz czego się z grubsza spodziewać. Jakiś element (kości, karty) wskazuje co i jak należy narysować, a już nasza w tym głowa, by wykorzystać to do zdobycia jak największej ilości punktów lub spełnienia warunków do zwycięstwa. Podobnie jest i tutaj – co turę odkrywane są karty, które określają, jaki typ terenu i w jakim kształcie mamy namazać na swojej mapie. Diabeł tkwi w szczegółach i mięsie naokoło – tak samo jest w Kartografach, dlatego przyjrzyjmy się poszczególnym elementom gry, żebyś wiedział czego się spodziewać. 😉

Kartografowie

Po pierwsze, przebieg tur i punktacja. Gramy przez 4 pory roku, których długość określa suma wartości odkrywanych kart. Niemal każda z nich ma cyfrę w lewym górnym rogu i jeśli ich suma przekroczy poziom określony przez daną porę roku – runda się kończy i przechodzimy do punktowania. Na koniec każdej pory punktuje inny warunek – określamy je literami od A do D. Taki system punktowania niektórzy mogą kojarzyć np. z Wyspy Skye – od początku gry wiemy, jaki warunek i kiedy będzie brany pod uwagę, więc z tą świadomością podejmujemy decyzje o rozmieszczeniu rysowanych obszarów. Ponadto punktujemy za zdobyte monety oraz tracimy punkty za każde puste pole na mapie, znajdujące się w sąsiedztwie goblinów, koboldów czy innych postrachów (parę słów o nich później). W grze mamy 16 kart ze wspomnianymi warunkami, podzielone na 4 grupy, z których losujemy po jednej na grę. Dzięki temu regrywalność jest naprawdę duża, a różnorodność partii zdecydowanie odczuwalna. Rozgrywki zajmowały nam zazwyczaj ok. 40 minut i… zazwyczaj nie kończyło się na jednej. 😉

Kartografowie

Po drugie, przestrzeń do rysowania. Warto zaznaczyć, że mamy do wyboru dwie strony – A i B, różniące się rozmieszczeniem pól specjalnych (ruin i gór), ponadto strona B ma na środku wyłom, na którym nie możemy rysować. Zmniejsza nam się zatem obszar do zapełnienia, co za tym idzie na początku korzystamy raczej ze strony A. Pola specjalne, o których wspomniałem mają całkiem spore znaczenie podczas rozgrywki. Jeśli otoczymy góry, zdobywamy monetki, a te z kolei dają nam punkty. Poza tym, niektóre karty warunkujące zdobywanie punktów również się do nich odnoszą. Co do ruin – mamy tu całkiem ciekawą zasadę. Jeśli z talii wyjdzie nam karta ruin, odkrywamy kolejną i rysujemy kształty zgodnie z kartą, z tą różnicą, że musimy zamalować również pole z ruinami. Te kilka pól na mapie + karty + warunki punktowania tworzą bardzo fajnie działającą mieszankę, która z jednej strony wymusza pewne decyzje, ale jednocześnie w dalszym ciągu pozostawia sporą dowolność przy rysowaniu.

Kartografowie

Jak już przy rysowaniu jesteśmy – pewnie spotkałeś się ze zdjęciami graczy, którzy kolorowali swoje mapy, a nie tylko używali ołówka/długopisu. Nie bez kozery wspomniałem o tym również na samym początku tekstu. Kolorki, poza tym że wpływają na estetykę i odbiór wizualny, pomagają również przy podliczaniu punktów. 😉 Ja należę do grupy mazakowych leniuchów i przy rysowaniu korzystałem raczej z samej symboliki dla odpowiednich obszarów. Również zdawało to egzamin. 😉

Kartografowie

Gobliny… kto ich nie kocha za to, jak bardzo są psotliwe. A gdyby tak się w nie wcielić i popsuć coś innym graczom? Gry r&w skupiają się przede wszystkim na samodzielnym dzierganiu jak najlepszego wyniku na własnej planszy. W Kartografach większość czasu jest podobnie. Kiedy jednak z talii wyjdzie fioletowa karta… czas na negatywną interakcję. Zabieramy mapę gracza z prawej i rysujemy kształt z karty w najbardziej złośliwym miejscu, jakie tylko zauważymy. Nie dość, że mamy szansę popsuć mu trochę strategię, to jeszcze za każde puste pole naokoło dostanie ujemny punkt na koniec rundy. Brzmi wspaniale? Nie zapominajmy, że gracz z lewej zrobi z nami to samo… 😉 Co ciekawe, w każdej porze roku zwiększa się liczba fioletowych kart w talii, a co za tym idzie prawdopodobieństwo ich wystąpienia. To całkiem zabawne, kiedy wszyscy siedzą z nosami w mapach, pojawiają się koboldy i słychać złowieszczy śmiech, a na twarzach pojawiają się złośliwe uśmieszki… Przyznam, że nie grałem w żadną grę r&w z negatywną interakcją do tej pory, więc ciężko o jakieś porównania. Nie da się jednak ukryć, że działa to tutaj bardzo dobrze.

Kartografowie

Minidodatek – Umiejętności

Umiejętności to raptem 9 kart, które jednak fajnie urozmaicają rozgrywkę. Na każdą partię losujemy 3. Gracz może skorzystać z jednej umiejętności na porę roku, wydając odpowiednią liczbę monet (które zdobył z otaczania gór, albo rysowania określonych kształtów). Dzięki temu ma możliwość np. zamalowania pola sąsiadującego z potworami, czy narysowania kwadratu z domkami, zamiast kształtu z karty. Jednym słowem – są to w sumie niewielkie modyfikacje, które w określonych sytuacjach mogą nam nieźle pomóc. Graliśmy zarówno z, jak i bez dodatku – w obu przypadkach nam się podobało. Nie jest to zatem dodatek must have, ale jeśli już jest taka możliwość – po prostu warto go mieć, żeby dołożyć sobie odrobinę możliwości.

Kartografowie

Jak wspomniałem na początku – oczekiwania miałem duże. Czy zostały zaspokojone? TAAAAAAK! Zdecydowanie tak! Gry z gatunku roll&write nie należą do moich ulubionych, a do tej siadałem z ogromną przyjemnością. Mamy tu trochę RPGowego feelingu, jak na świat Roll Playera przystało. Mamy dużą regrywalność dzięki zmiennym warunkom zwycięstwa. Mamy negatywną interakcję. Mamy niski próg wejścia (dłużej się chyba objaśnia karty z punktacją, niż samą mechanikę). Mamy wszystko, czego potrzeba, żeby Kartografów uznać za jedną z najlepszych r&w na rynku. 🙂 Jeśli jeszcze nie miałeś okazji zagrać – najwyższy czas to nadrobić. Cieszę się, że świat Roll Playera rośnie i póki co każda gra wpasowuje się w moje klimaty.

Kartografowie

Plusy:

  • niski próg wejścia
  • RPGowy klimacik
  • negatywna interakcja podana w fajny sposób
  • duża regrywalność i różnorodność rozgrywki

Minusy:

  • mapy lepiej wyglądają kolorowo, a w zestawie z grą same ołówki 😉

Wydawca: Ogry Games
Liczba graczy: 1-4
Wiek: 10+
Czas gry: ok. 30-45 minut

PS. Lockup – następny tytuł ze świata Roll Playera, który zabierze nas do więzienia Kulbak, gdzie staniemy na czele jednego z gangów… Czekam z NIECIERPLIWOŚCIĄ! 😀


0 Komentarzy

Nie bój się, komentuj! :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.