Temat gry – wikingowie. Autor gry – Stefan Feld (stworzył m.in. Zamki Burgundii, które zbierają masę pozytywnych opinii). Wydawałoby się, że efektem połączenia tych dwóch ‚pewniaków’ będzie bardzo dobra gra. Jak wyszło w praktyce? Przekonajmy się!

Licytuj! I płacz, że jesteś biedny…

Mechanika Jórvika skupia się przede wszystkim na umiejętnym licytowaniu kart, które pojawiają się na stole. Rozpoczynamy grę posiadając 5 monet, za które będziemy kupować wylicytowane karty oraz 3 meeple, symbolizujące naszych wikińskich kupców. Skupmy się zatem w pierwszej kolejności na tym, w jaki sposób ta licytacja przebiega. Gracze po kolei ustawiają swoje ludziki w kolejkach do określonych kart. Kiedy już wszystkie pojawią się na planszy następuje czas zakupu. Pierwszy w kolejce ma możliwość kupna karty za koszt równy liczbie meepli, stojących aktualnie w kolejce. Jeśli nie chce jej kupić, albo go na nią nie stać – opuszcza kolejkę, więc koszt dla następnej osoby maleje o jeden. I tak do momentu, aż ktoś zdecyduje się na jej pozyskanie, bądź karta spadnie na stos kart odrzuconych. W taki sam sposób rozpatruje się wszystkie pozostałe kolejki. Tura się kończy, dobieramy po 1 monecie (jeśli ktoś nie kupił żadnej karty, dobiera jeszcze jedną) i przechodzimy do następnej tury. Licytacja jest tutaj najciekawszym elementem tej gry… Daje możliwość blokowania się wzajemnie, ponieważ widząc że np. komuś zależy na pozyskaniu jakiejś karty, a jego fundusze nie są zbyt duże możemy podnieść cenę tej karty, stawiając swojego ludzika. Gra rozgrywa się na przestrzeni 4 pór roku (rewersy kart różnią się grafiką), które rozdzielone są wydarzeniem, zwanym atakiem Piktów (do którego przejdę dalej).

Po co te karty kupujemy? Ano, żeby zdobywać z nich punkty. W jaki sposób? Przede wszystkim realizując ‚zamówienia’, czyli zbierając odpowiednie zestawy kolorowych kosteczek (towarów). W talii znajdują się jeszcze inne karty, które przyniosą nam punkty na koniec gry, np. za liczbę posiadanych kart określonego rodzajui. Co ważne, w talii wiosny nie ma kart statków, które przywożą towary. Licytujemy zatem np. wspomniane zamówienia, żeby dopiero w kolejnych rundach je zapełniać (licząc, że dostawy będą nam faktycznie odpowiadać…). Kiedy się o tym opowiada, można odnieść wrażenie, że taka kolej rzeczy ma jakiś sens. W praktyce, licytacje na samym początku są koszmarnie nudne. Wracając do statków, które dostarczają nam towary. Zarówno dociąg kart, jak i towary są losowe. Może być zatem tak, że w danej turze pojawi się jeden, czy dwa statki z towarami, których wszyscy potrzebują, więc i licytacja będzie zacięta. Co za tym idzie, uszczuplą się dość mocno fundusze. W kolejnych turach może nas zatem nie stać na wylicytowanie pożądanych dostaw, co powoduje ogromną frustrację. Co prawda możemy kupić niepotrzebne nam towary, jeśli cena okaże się atrakcyjna (czyli 1 moneta, nie więcej) jednak po pierwsze mamy możliwość wymiany dwóch kostek za (aż) jedną monetę, a na naszej planszy mamy miejsce na (aż) jeden rezerwowy towar. W praktyce – dealem życia może być wydanie jednej monety, żeby zdobyć jedną monetę i odłożyć na zaś jedną kosteczkę…

Niestety w trakcie naszych rozgrywek wręcz permanentnie narzekaliśmy na brak pieniędzy, a każdy dążył do zakupu kart za 1-2 monety, bo inaczej się po prostu nie dało. To strasznie irytujące, szczególnie w momencie, kiedy na stole pojawi się karta, którą faktycznie chce się pozyskać, a nie ma jak…

Wspomniałem wcześniej o kartach ataku Piktów. Kiedy wyjdą z talii dochodzi do walki. Do walki przez duże W. Sprawdzamy, kto ma największą siłę (niektóre karty wpływają na jej wysokość) – ta osoba dostaje punkty, a kto najmniejszą – ta osoba otrzymuje punkty ujemne. I koniec ‚walki’, dociągamy kolejne karty do toru licytacji…

Karl vs. Jarl

Gra posiada dwa tryby rozgrywki – podstawowy Karl i zaawansowany Jarl. Po ograniu Karla (po którym niespecjalnie w ogóle chcieliśmy do Jórvika wracać…) spróbowaliśmy Jarla. Różnica polega na tym, że na planszy pojawia się dodatkowy tor rezerwacji. Poza ustawianiem się w kolejce możemy zatem rezerwować karty, ustawiając się z nimi w innej kolejce… Koszt kart uzależniony jest od tego, ile osób ustawi się za nami ze swoimi zarezerwowanymi kartami. Łał, szał… Dodatkowo pojawia się jeszcze kilka innych rodzajów dóbr, a co za tym idzie kilka innych rodzajów kart. Czy urozmaica to grę? Odrobinę. Czy sprawia, że jest ciekawsza? Odrobinę. Czy gra przestaje być nudna, jak flaki z olejem? Nie… Jedno jest pewne – jeśli już chcesz grać w Jórvika, to nie graj w Karla, tylko od razu przejdź do Jarla.

Na koniec kilka słów porównania gry 2-osobowej z 4-osobową. Bardzo krótko – nie graj w 2 osoby. Na 2 osoby gra jest jeszcze nudniejsza. Jeśli chcesz poczuć jakiekolwiek, chociaż te minimalne emocje z rozgrywki, zbierz co najmniej 4 osoby.

Przechodząc do podsumowania… Po całej stercie narzekań powyżej możesz odnieść wrażenie, że gra jest po prostu zła. I tak i nie. Mechanicznie, to wszystko ma sens i jest spójne, działa jak należy. Rozgrywka natomiast pozbawiona jest niestety praktycznie jakichkolwiek emocji. Podczas licytacji można pobawić się w blokowanie innych, czy nawet elementy blefu, aczkolwiek losowość w dociągu kart powoduje, że tego typu okazji jest w sumie mało. Mnie Jórvik nie zachwycił niczym, a każda partia przypominała męczarnię. Z drugiej strony, wśród naszych współgraczy pojawiły się pozytywne opinie i chęć zagrania jeszcze raz. Ja jednak, jeśli chciałbym poustawiać meeple w kolejce wolałbym naszą rodzimą Kolejkę (recenzja TUTAJ), a jeśli chciałbym pobawić się w licytację, wybrałbym np. Lutecję (recenzja TUTAJ). I na koniec jeszcze jeden minus – znacznik pierwszego gracza. Wg instrukcji jest to Mjolnir. Niech znajdzie się choć jedna osoba, dla której ta kotwica przypomina młot Thora…

Plusy:

  • spójna, płynnie działająca mechanika
  • tryb Jarla, który próbuje ratować tę grę…

Minusy:

  • nudna
  • losowy dociąg kart i towarów
  • znacznik pierwszego gracza – ktoś pomylił Mjolnir z kotwicą…
  • wieczny brak funduszy

Wydawca: Hobbity
Liczba graczy: 2-5
Wiek: 10+
Czasy gry: 45-90 minut


2 Komentarze

Marcin · 5 marca 2019 o 11:29

„wieczny brak funduszy” – to chyba nie minus tylko cecha gry, po prostu jest „ciasno” 😉

    owiessek · 5 marca 2019 o 11:33

    W wielu grach jest ‚ciasno’, ale jednak ma się różne możliwości działania… 😉

Odpowiedz na „MarcinAnuluj pisanie odpowiedzi

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.