Cześć!

24-25 sierpnia 2019, w podpoznańskim Puszczykowie odbyły się Otwarte Mistrzostwa Polski w Mölkky. Po sukcesie w naszych piastowskich eliminacjach postanowiłem pojawić się na MP i (mimo bardzo mizernego poziomu doświadczenia) wziąć udział w zawodach indywidualnych. Jak było przez te 2 dni? Co ciekawego się wydarzyło? Zapraszam na relację! 🙂

Zaczęło się 23 sierpnia… Ok. 3-godzinna trasa z Pruszkowa minęła w okamgnieniu i wieczorem pojawiłem się w puszczykowskim hotelu Wielspin. Przy okazji dwa słowa na temat hotelu – czysto, schludnie, ładnie wyposażony pokój, śniadanka smaczne, a wokół las, cisza i spokój. Z resztą, po wjeździe do Puszczykowa od razu rzuca się w oczy (uszy?) wszechobecny spokój i cisza. Bardzo fajne miejsce na odpoczynek od wielkomiejskiego, codziennego zgiełku.

Sobota. Zawody drużynowe, w których nie brałem udziału, więc postanowiłem spędzić czas bardziej planszówkowo. I to była świetna decyzja, bo w ciągu tego jednego dnia poznałem fantastycznych ludzi i zagrałem w kilka ciekawych gier. Zaczęło się od prototypu Dywizjonu 303 od Hobbitów. Poza samą grą, w końcu miałem okazję poznać osobiście przesympatyczne małżeństwo, które to wydawnictwo prowadzi – Wiolę i Marka. Widząc mega pasję i zaangażowanie w Dywizjon – mocno trzymam kciuki za sukces tej gry. Mechanicznie również jest bardzo dobrze. W skrócie – wchodzimy w rolę pilotów legendarnego Dywizjonu 303 i rozgrywamy misję wzorowaną na realnych wydarzeniach. Naszym zadaniem w scenariuszu było niedopuszczenie niemieckich bombowców do zbombardowania Londynu. Musieliśmy przetrwać ‚jedynie’ 8 rund… Już w drugiej wiedzieliśmy, że nie będzie to tak proste, jak się na początku wydawało. 😀 Gra daje w kość, ale… nie grzebie Cię żywcem w ziemi. Wszelkie interakcje z wrogimi jednostkami opierają się na kombinacjach ikonek z kości i posiadanych kart. Nie mieliśmy sytuacji, w której niezbyt szczęśliwy rzut na kościach zamknąłby nam drogę do wykonania jakiejś sensownej akcji. Ostatecznie udało nam się zestrzelić wszystkie wrogie bombowce i misja zakończyła się sukcesem. Były emocje, były dyskusje, momentami czuliśmy się, jak w prawdziwym sztabie dowodzenia. 😀 Jedyne, do czego się przyczepię – na początku identyfikacja ikonek była lekko trudna, ale to jedynie kwestia czasu, aby poruszać się w nich dużo płynniej. Wiem od Marka, że różne elementy graficzne będą jeszcze poprawiane, żeby były bardziej czytelne, co wpłynie pozytywnie na te pierwsze odczucia. Podsumowując – naprawdę mi się podobało, mechanicznie jest bardzo dobrze, a cała ta otoczka historyczna dodaje mega klimatu. Mimo, że nie jestem geekiem historycznym – wkręciłem się. 😉

Kolejnym prototypem, w który miałem okazję zagrać byli Tytani Łukasza Woźniaka, którzy już za chwilę będą próbowali się ufundować. Duża (fizycznie) gra, do której podszedłem z dość dużą rezerwą – w końcu figurki to nie wszystko. Docierały już wcześniej do mnie opinie, że to taki Smallworld na sterydach. Jak bym miał teraz przed sobą obie gry, to… wybrałbym Smallworld. Obie gry łączy element punktowania za kontrolowane tereny na koniec rundy. Obie gry łączy element walki i wyrzucania się wzajemnie z zajmowanych terenów. Przy czym w Smallworld działa to lżej, prościej. W Tytanach walka opiera się na sile jednostek, która wyjdzie nam na kostkach, a do tego dopakowujemy się kartami. Przy czym to, co (tak mi się wydaje) miało tę walkę wyróżniać, mnie osobiście irytowało. Otóż na kartach jest informacja, jaki warunek należy spełnić, aby je odpalić – zarówno w kontekście jednostek, które atakują, jak i tych które są atakowane. Warunkiem jest rodzaj atakujących/broniących jednostek. Rozumiem zamysł strategiczno-taktyczny, aczkolwiek bardziej mnie to męczyło, niż zachęcało do dalszej gry. Kolejna sprawa – figurki przegranego schodzą z mapy po walce dopiero w momencie, kiedy różnica siły jest odpowiednio wysoka. Przy okazji wygrany zdobywa w takiej sytuacji więcej punktów. W naszej partii każdy podejmował rękawicę i sytuacja, gdzie jakaś figurka spadła była może z jedna. W innych partiach, które obserwowałem ten zarzut również się pojawiał. Podsumowując – zasady dość proste, wykonanie ładne (szczególnie figurki, reszta jest po prostu ok), trochę rzeczy mnie jednak irytuje i nie ciągnie w stronę tej gry. Naszą partię skończyliśmy po dwóch z trzech rund (jedna z osób musiała niestety nas opuścić) i nikt nie protestował, żeby nie dogrywać trzeciej rundy. 😉

Poza tym pod koniec dnia zagrałem jeszcze jedno szybkie okrążenie w Magię Czarnego Sportu, którą w planach wydawniczych ma Allingames. Moja opinia o tej grze się nie zmieniła – mimo, że fanem żużla nie jestem, to grało mi się przyjemnie. Zdecydowanie warto obserwować rozwój tego projektu i mam nadzieję, że w końcu gra pojawi się na rynku.

Spotkałem również Marcina Szramę z Zagramy – miło było zobaczyć się na żywo, pogadać, powymieniać doświadczeniami. Niedawno wspieraliśmy się wzajemnie w promocji konkursów i coś czuję, że to nie pierwszy raz, kiedy coś wspólnie zdziałamy. 😉

W sali z grami pojawili się też inni wydawcy – Czacha Games z egzemplarzem swojej nowości, która będzie się fundować na KS – Blood of the Northmen. Kafelkowa gra z mepelkami, która zapowiada się naprawdę ciekawie. Co prawda nie miałem okazji zagrać, ale po rzucie okiem na zasady – warto wziąć ten tytuł na radar. Pojawili się też chłopaki z Lucrum Games ze swoimi nowościami, np. Odfrunęło z Wiatrem – bardzo ładna gra. Swoje prototypy pokazywali również Artur od Prism i Reflecto, czy niezmordowany GroTwórca Radek Ignatów z kolejnymi nowościami. Fajnie było poznać osobiście i ogromny szacunek, że Wam się chce tworzyć tak ciekawe gry. 🙂 Ma nadzieję, że przy najbliższej okazji uda mi się w którąś zagrać. 😉

Planszówki planszówkami, ale jak już wcześniej wspomniałem sobota należała do zawodów drużynowych w rzucaniu drewnem. 😉 Kto wygrał (co ciekawe, finał odbył się dopiero w niedzielę, gdyż w sobotę zabrakło już czasu)? Finowie… Swoją drogą sympatyczni ludzie, mieliśmy okazję pogadać na afterze w Wielspinie. 😉 W tym momencie warto zwrócić uwagę na sposób gry Polaków vs. Finów… (oczywiście nie dotyczy to wszystkich zawodników, to raczej luźna obserwacja) Polscy zawodnicy, widząc jak wygląda punktacja vs. rozkład drewienek na polu próbowali tak grać, żeby psuć przeciwnikowi i utrudniać zdobycie brakujących punktów. Finowie po prostu zazwyczaj grali swoje. 😉 Podium wyglądało następująco:

1. miejsce: What about us (Hyvinkää/Finland)
2. miejsce: Silesia Mölkky Team (Chorzów)
3. miejsce: Gazda Mölkky Team (Chorzów)

Sobota zakończyła się małym afterem w Wielspinie. Grill, piwko, chillout, super ludzie. Szczególne pozdrowienia dla Yaki Kingu za te społeczno-polityczne dyskusje. 😀 Japonia, którą tak bardzo chcę kiedyś odwiedzić jest tak bardzo różna od Polski i tak bardzo specyficzna, że czasem aż strach. 😉 A jak już przy Yaki Kingu jesteśmy – jeśli ktokolwiek miałby ochotę na oryginalne (i do tego baaardzo smaczne) japońskie jedzonko – TUTAJ jest ich fanpejdź. Proszę zostawić tam swojego lajka ;).

Niedziela, a więc czas zawodów indywidualnych, w których miałem okazję wziąć udział. Co tu dużo gadać… Na tle bardziej profesjonalnych zawodników moje mizerne doświadczenie dało o sobie znać. 😀 Trzy remisy, jedna porażka i nie udało się wyjść z grupy. Jednak nawet te kilka meczów wystarczyło, żeby przekonać się, jak miła atmosfera panuje wśród graczy. Przed imprezą zastanawiałem się, czy w ogóle warto przyjechać, tak teraz (mimo braku jakiegoś sukcesu) myślę, że w przyszłym roku chyba też dam sobie szansę. 😉 Jak przedstawiało się podium zawodów indywidualnych? Ano tak:

1. Jan Sękowski (Warszawa)
2. Jukka Reinamo (Hyvinkää/Finland)
3. Mateusz Wawrzaszek (Sztum)

Ponieważ dość szybko zakończyłem zawody na dworze, przeniosłem się ponownie na planszówki. 😀 Tam wziąłem udział w turnieju w Claim (karcianka od Czacha Games), gdzie zająłem 4. miejsce i wygrałem kilka gier. Nie wracałem dzięki temu do domu z pustymi rękami. 😀 W tym miejscu serdeczne pozdrowienia dla Mikołaja, który przywiózł radosną ekipę wolontariuszy z Kopuły Zapomnienia – Klub Fantastyki. Chłopaki pomagali w organizacji, a my mieliśmy okazję zagrać dzień wcześniej w Dywizjon, Tytanów, a w niedzielę w Claima i List Miłosny. 😀 Z resztą, ludzi odpowiedzialnych za tego typu inicjatywy było więcej… Szacunek!

Podsumowując… polecam! To był bardzo przyjemnie spędzony weekend. Nie trzeba być prozawodnikiem Mölkky, żeby się dobrze bawić na Mistrzostwach Polski w tę dyscyplinę. 😀 Tak dobry odbiór wydarzenia jest zasługą Stowarzyszenia Gier Planszowych Kości – spora grupa ludzi, którym pasja i zaangażowanie wylewa się uszami. Nie potrafię wymienić wszystkich zaangażowanych, ale kilku osobom przede wszystkim warto podziękować. 😉 Przede wszystkim Tomkowi, który ostatecznie namówił mnie na przyjazd. MaMiKrowi, który jeszcze przed przyjazdem zapraszał na planszówki i okazał się mega sympatycznym człowiekiem. Pozdrowienia również dla Ostiego – wodzirej imprezy, władca mikrofonu. Bardzo pozytywna persona. 😉 Kończąc zatem… warto odwiedzić Puszczykowo, warto wpaść na planszówki do ludzi z Kości, warto grać w Mölkky! A dla zainteresowanych jeszcze kilka zdjęć poniżej. 😉


2 Komentarze

Ma Mi Kr · 31 sierpnia 2019 o 19:02

Również było miło poznać !! i do zobaczenia gdzieś 😀

    owiessek · 1 września 2019 o 14:44

    Świat jest mały, więc pewnie szybciej, niż później… do zobaczenia! 😀

Nie bój się, komentuj! :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.