Detektyw i Kroniki Zbrodni to dwie gry o podobnej tematyce, zgoła odmiennej rozgrywce, ale obie wzbudzające wiele emocji wśród graczy. Nasze zdanie o Detektywie od Portalu już znasz (recenzja TUTAJ, pojawił się również w naszej topce 2018 na 1 miejscu). Przyszła zatem kolej na przyjrzenie się Kronikom Zbrodni od FoxGames. Siłą rzeczy, w tekście pojawi się sporo porównań między tymi grami – zarówno ze względu na zbliżony temat, jak również częste zestawianie obu gier (np. na planszówkowej grupie facebookowej). A zatem – zaczynamy!

Gra z aplikacją, czy aplikacja z grą?

Kroniki Zbrodni opierają swoją mechanikę na aplikacji w smartfonie. Mówiąc całkowicie szczerze – zdecydowana większość gry to operowanie komórką, a elementy planszowe są jedynie dodatkiem. Dlaczego? Otóż, włączamy wybrany przez siebie scenariusz, który w krótkim wprowadzeniu wskazuje, z jakimi elementami na stole rozpoczynamy. Dowiadujemy się również, jaki jest zarys fabularny historii i czego oczekuje nasz przełożony na komisariacie w Scotland Yardzie. Przy czym, mówiąc szczerze nie zawsze czuliśmy, że mamy całkowitą jasność, jaki efekt powinniśmy osiągnąć i w którym momencie wrócić, aby zdać raport. Co za tym idzie, zdarzyło nam się, że w jednym ze scenariuszy kluczyliśmy dalej po lokalizacjach, szukając jakichś dodatkowych poszlak. Wróciliśmy trochę zdezorientowani zakończyć sprawę, zdaliśmy raport i … zakończyliśmy grę z wynikiem punktowym 120/100. Bonus powyżej 100 punktów wynikał z czasu pozostałego do końca dnia (akcja gry symuluje przebieg normalnego dnia, a podczas wykonywania akcji uciekają kolejne minuty). Niestety w wielu scenariuszach mieliśmy poczucie, że z grubsza wiemy, jaki jest cel śledztwa, byliśmy zgodni, że znamy już rozwiązanie, a później zaskakiwały nas pytania. Albo wręcz przeciwnie, wydawało nam się, że utknęliśmy, więc wracaliśmy zdać raport, a tu.. wynik powyżej 100 punktów. Co ważne – tak, jak w trakcie rozgrywki bazujemy na skanowaniu kodów QR, w taki sam sposób odbywa się odpowiadanie na pytania w raporcie – skanujemy odpowiednie karty. Upewnij się zatem, że wydedukowane przez Ciebie osoby/przedmioty/lokalizacje leżą na stole.

No właśnie – skanowanie kodów QR. To na nim bazuje cała rozgrywka. Idziemy do lokalizacji – skanujemy kod, rozmawiamy z jakąś postacią – skanujemy kod, pytamy ją o jakiś przedmiot – skanujemy kod tego przedmiotu, i tak dalej, i tak dalej… Z jednej strony, działa to płynnie i gwarantuje szybki start rozgrywki bez konieczności czytania instrukcji. Z drugiej, ciągłe operowanie smartfonem może irytować. Uwaga techniczna ad hoc – zaczynajcie grę z naładowaną w pełni baterią. Skanowanie kart z telefonem na kablu jest mega upierdliwe i zabija przyjemność z gry. Wracając do kwestii telefonu – generalnie nie mam nic przeciwko łączeniu planszówek z technologią (przykładowo – uwielbiamy Posiadłość Szaleństwa Drugą Edycję), jednak mam wrażenie, że w przypadku tego tytułu, fizyczne elementy na stole to takie urozmaicenie do aplikacji, żebyśmy mogli nadal mówić o grze planszowej. Aczkolwiek, gdyby ich nie było, pewnie byśmy się tą grą w ogóle nie zainteresowali… ;).

Liczba osób, mogących rozgrywać jednocześnie scenariusz, to według pudełka od 1 do 4. Według mnie optymalnie gra się w składzie 2-3 osobowym. Naszą pierwszą sprawę rozwiązywaliśmy w 4 osoby i widzieliśmy, że ta ‚czwarta’ osoba czuła się trochę wyłączona. Podczas gry w 2-3 osoby jedna zajmowała się obsługą smartfona, a pozostałe szukały odpowiednich kart, rozkładały je na stole etc. Każdy czuł się w jakiś sposób zaangażowany. Moja sugestia zatem – grajcie w zespołach 2-3 osobowych. Co ciekawe, całą kampanię detektywa rozgrywaliśmy w 4 osoby, a tam jest nawet mniej fizycznych elementów. Dzieliliśmy się jednak obsługą bazy Antares, czytaniem kart, robieniem notatek, rozwieszaniem siatki portretów podejrzanych… Każdy był maksymalnie wkręcony w historię, którą odkrywaliśmy.

Wspomniałem przed chwilą o tych wszystkich dodatkowych działaniach poza planszą, nie bez kozery. Zasiadając do Kronik, na bazie doświadczeń z Detektywa zaczęliśmy się od razu zastanawiać – czy warto robić notatki? Mapy myśli? Notować jakieś ważne szczegóły? Finalnie po kilku partiach skończyło się tym, że czasem przyklejaliśmy postitki na kartach postaci, żeby łatwiej odnajdywać się w nazwiskach. Wpłynęły na to dwie rzeczy. Po pierwsze – aplikacja zapisuje historię wszystkich skanowań, które wykonaliśmy. Możemy zatem w każdym momencie wrócić do dowolnego miejsca i sprawdzić, czy np. pytaliśmy świadka o inną osobę, czy przedmiot. Poza tym, tekstu jest dużo mniej niż w Detektywie, co zdecydowanie wpływa na szybkość gry. Po drugie, co wiąże się bezpośrednio z ostatnim zdaniem – rozgrywka w Kroniki jest po prostu sporo lżejsza. Co nie znaczy, że historie są płytkie, czy banalne, co to to nie! 😀

Jednej rzeczy mi mocno brakowało, co też wiąże się trochę z naszymi wątpliwościami odnośnie działania przy pierwszych rozgrywkach. W żadnym scenariuszu nie ma podanego szacunkowego czasu rozgrywki. Nigdy nie wiedzieliśmy zatem, czy np. widząc późną godzinę na zegarku (gramy głównie po nocach) warto rozpoczynać kolejną sprawę. Teraz wiemy, że każda z nich trwała ok. godzinę. Myślę, że warto, aby ta informacja się pojawiła przy wyborze misji w aplikacji. Co prawda na pudełku mamy info, że rozgrywka trwa ok. 60-90 minut, jednak scenariusze są różne, więc dobrze by było przy każdym z nich taką informację umieścić.

W Kronikach, poza kilkoma pojedynczymi sprawami znajdziemy również 3-scenariuszową kampanię. Bazując na doświadczeniach z Detektywa oczekiwaliśmy bardzo mocno powiązanych ze sobą misji, gdzie znajomość wydarzeń z poprzednich części będzie rzutowała na kolejne. I rzeczywiście, fabularnie są ze sobą powiązane, natomiast nie w tak wielkim stopniu. Przykładowo, żeby dojść do rozwiązania drugiej misji, nie musimy praktycznie w ogóle wracać do wydarzeń z pierwszej. Jedynie wiedząc, co się tam wydarzyło mamy poczucie, że brniemy dalej w śledztwie, które zaczyna ujawniać przed nami kolejne dno. Ciężko uznać jednoznacznie, czy jest to plusem, czy minusem gry. Ponownie wpływa to na lekkość rozgrywki, aczkolwiek dla nas zmniejszało trochę klimat całości. Niestety w kampanii wydarzyła się również jedna rzecz, która spowodowała ogromną frustrację i jednocześnie obnażyła niedoskonałości aplikacji. Wyobraź sobie, że jesteś na finiszu scenariusza. Wiesz, co się stało, jakiemu wydarzeniu masz zapobiec, wiesz gdzie, wiesz kto etc… Masz odnaleźć pewien przedmiot. Jedziesz do lokacji. W tej lokacji skanujesz kartę tego przedmiotu i pojawia się komunikat mówiący, że w tej lokalizacji nie ma tego przedmiotu. Z wielkim zdziwieniem zaczynasz zatem odwiedzać inne lokalizacje, szukając jakiegoś punktu zaczepienia, kończy Ci się czas i… fabularnie przegrywasz całą kampanię (punktowo – 70/100). Czytasz opis na zakończenie misji i dowiadujesz się, że miałeś rację, wszystko dobrze odgadłeś… jednak o ten przedmiot trzeba było zapytać na miejscu odpowiednią osobę, a nie próbować go odnaleźć. A komunikat, który się pojawił jest po prostu komunikatem systemowym, który w tym konkretnym miejscu i czasie całkowicie wybił nas z rytmu. Rzuciliśmy grę w kąt, zażenowani i zniechęceni do dalszych rozgrywek.

Na koniec – kilka słów na temat dodatku, którego nie uświadczysz w żadnej innej grze planszowej – okulary VR. Obawiałem się trochę, że okażą się gadżetem, który może średnio działać, a jednak miło się zaskoczyłem. Co prawda myślałem na początku, że każdą lokalizację będzie można sobie w nich obejrzeć, a nie tylko miejsca kluczowe. Nie jest to jednak jakimś minusem wartym wypunktowania, ponieważ dostarczone obrazki w lokalizacjach są naprawdę godne uwagi, fajnie przygotowane i dodają +100 do klimatu. To od nas i naszej spostrzegawczości zależy, czy z miejsca zbrodni wyciągniemy tyle, ile się da i czy w związku z tym popchniemy śledztwo do przodu. Zdecydowanie – fajne i efektywne wykorzystanie tak niewielkiego gadżetu. 😉

Podsumowując, Kroniki Zbrodni dostarczyły nam zarówno tych pozytywnych emocji, jak i mocno negatywnych. Ciężko mi je zatem jednoznacznie ocenić i stwierdzić, czy to dobra, czy zła gra. Na pewno zastosowanie okularów VR jest czymś zdecydowanie nowym i stanowi kolejny krok w połączeniu planszówek z technologią. Zwiększa poziom immersji i dostarcza nowych wrażeń. Historie są ciekawe, aplikacja działa płynnie i (poza jednym elementem, o którym wspomniałem) nie przeszkadza w rozgrywce. Mimo to, na koniec dnia moje odczucia są mieszane, szczególnie ze względu na wspomniane już wcześniej braki. Jedno jest zatem pewne – warto spróbować i samemu ocenić! 🙂

Plusy:

  • płynna rozgrywka
  • wciągające historie
  • bardzo niski prób wejścia – aplikacja + scenariusz testowy w pełni zastępują instrukcję
  • okulary VR (do dokupienia osobno) zdecydowanie zwiększają klimat
  • ciekawostka – praktycznie nie ma możliwości zaspoilerowania komuś gry – karty do skanowania są uniwersalne i mogą być zastosowane w różnych scenariuszach

Minusy:

  • najlepiej grać w 2-3 osoby, mimo że na pudełku widnieje 1-4
  • komunikat w aplikacji zepsuł nam zakończenie kampanii
  • brak informacji o przewidzianym czasie gry w dany scenariusz
  • brak możliwości ‚autozapisu’ – chętnie wykonalibyśmy zakończenie ostatniego scenariusza kampanii jeszcze raz, ale perspektywa przeskanowania wszystkiego, żeby dojść do niego jeszcze raz skutecznie zniechęcia

Wydawca: FoxGames
Liczba graczy: 1-4
Wiek: 12+
Czas gry: ok. 60-90 minut


Nie bój się, komentuj! :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.