Misja: Kolonizacja, czyli trochę inne Carcassonne w kosmosie!

w dniu

NASA wysłało kobietę w kosmos…
– Houston, mamy problem.
– Co się stało?
– Nic, nieważne…

Wiedzieliście, że dobry suchar na początek dnia potrafi poprawić humor co najmniej do południa? A teraz każdy, kto się uśmiechnął choć na chwilę, udostępnia ten wpis dalej. 😉

Do rzeczy! Trefl wydał niedawno serię pt. ‚Dr Knizia poleca‚, w ramach której ukazały się trzy tytuły: Zające na łące, Tajemnicze podziemia i Misja: kolonizacja. Dziś przyjrzę się ostatniej pozycji, która na pierwszy rzut oka może przypominać znane (wszystkim) Carcassonne. Jednak zanim przejdę do gry samej w sobie…

…o autorze słów kilka. Reiner Knizia to matematyk z wykształcenia, który na swoim koncie ma już ponad 600 wydanych gier na całym świecie, w ponad 50 językach. Większość z nich to tzw. gry ‚euro’, czyli skupiające się przede wszystkim na liczeniu punktów, planowaniu najlepszego ruchu, a w drugiej kolejności stawiające na klimat, czy fun sam w sobie. Biorąc pod uwagę tych kilka powyższych faktów Misja: Kolonizacja jest …dziwną grą. Dlaczego? Spieszę z odpowiedzią!

Board Games Addiction
Baza + kafelki

Kosmiczny zestaw

Podobnie, jak w niedawno recenzowanym przeze mnie Ego, Trefl stanął na wysokości zadania, jeśli chodzi o jakość wykonania komponentów. Do gry wykorzystuje się kafle w 4 kolorach (jeden kolor na gracza) i żetony kosmicznych kamieni do liczenia punktów – wszystkie wydrukowane na grubej tekturze, która przyjemnie leży w dłoni. Jedyny mankament odnośnie kamieni z punktami jest taki, że w przypadku gry na 3-4 graczy może ich po prostu zabraknąć. Przy partii 3-osobowej pod koniec gry musieliśmy odejmować sobie analogiczne wartości punktów i na nowo wykorzystywać powracające w ten sposób żetony. Ponadto instrukcja nakazuje odwracanie pobieranych kosmicznych kamieni nadrukowaną stroną do dołu. Problem w tym, że obie strony są zadrukowane, poza tym zależnie od wartości punktowej mają różną wielkość – jaki jest zatem sens takiego ukrywania ilości posiadanych punktów? Nie wpływa to jednak na przyjemność z samej gry, której sercem jest dokładanie kafelków i kolonizowanie nowej planety. Dokładanie kafelków? Ale to już było…

Kafle planety
Kafle planety

…i jest wszystkim znane – mowa oczywiście o klasyce gier kafelkowych, czyli Carcassonne. Na pierwszy rzut oka faktycznie może się wydawać, że mamy do czynienia z klonem Carcassonne, tylko przeniesionym w kosmos. Czy na prawdę tak jest? Czytaj dalej :). Podczas rozgrywki Twój kafel może symbolizować pole w jednym z trzech kolorów, posiadać granicę (zamkniętą, otwartą, bądź nie mieć jej wcale), oraz mieć lokatora (kosmonauta w naszym kolorze, lub ufoludek), bądź nie. Kiedy obszar w danym kolorze zostanie zamknięty, czyli otoczony ze wszystkich stron granicami, gracz który posiadał na kaflach w tym obszarze największą liczbę swoich kosmonautów – zdobywa punkty: 1 punkt za każdy kafel, 3 punkty za każdego ufoludka i punkty z obszarów naokoło, które połączone są z zamkniętym otwartą granicą: 1 punkt za każdy kafel, 3 punkty za każdego ufoludka (dlatego też bliżej końca gry można z np. z jednego ruchu uzyskać ok. 50 punktów i przy dobrym układzie planszy powtórzyć ten wynik w kolejnym, przez co kosmiczne kamienie szybko się skończą). Gra kończy się w momencie, kiedy każdemu z graczy zostaną na ręce 2 kafelki. Jeśli występują na nich kosmonauci, bądź zielone ufoludki – otrzymują dodatkowe 2 punkty za każdego. Wygrywa oczywiście osoba z największą liczbą punktów.

Ułożenie kafelków

Wojna klonów?

Trochę tak, trochę nie. Są 2 elementy, które wg mnie odróżniają mechanicznie Misja: Kolonizacja od Carcassonne:

  1. Granice. W Carcassonne punktuje się tylko za zamykany obszar. Zdobywanie dodatkowych punktów za graniczące rejony w Kolonizacji wymusza zmianę myślenia i niebudowanie tylko ‚pod siebie’, ponieważ nierzadko domknięcie czyjegoś obszaru w sprytny sposób skutkuje zdobyciem większej ilości punktów.
  2. Dokładanie kosmonautów. W Carcassonne nie można dołożyć swojego pionka do obszaru, który jest kontrolowany przez innego gracza. W Kolonizacji ograniczeniem przy dokładaniu kafla jest jedynie kolor podłoża, a nie obecni w danym rejonie kosmonauci, dlatego zdarza się, że pieczołowicie budowany przez kogoś obszar ‚pod siebie’ zostaje szybko przejęty i zapunktowany przez kogoś innego.
Granica otwarta
Granica otwarta

Zwycięzca może być tylko jeden?

Tak, jak wspomniałem na początku – Misja: Kolonizacja jest grą …dziwną. Mając już doświadczenie w planszówkach i znając różne systemy mogłem odczuć, że jest to 1 z 600 tytułów Knizii, z całym dobrodziejstwem inwentarza z tego wynikającym. Jest to zatem bardzo poprawna mechanicznie gra, która jednak niewiele do tego planszówkowego świata wnosi, szczególnie dla kogoś bardziej doświadczonego. Z drugiej strony przejrzystość i prostota zasad może być (i jest!) ogromnym plusem dla początkujących i dla dzieci. A jeśli zestawić to z ładną grafiką, solidnym, treflowskim wykonaniem i zdecydowanie niższą ceną od Carcassonne to dla takiego niedzielnego gracza Kolonizacja zaczyna być tytułem bardzo dobrym. Czy to nie …dziwne?

Kosmiczne kamienie - punkty
Kosmiczne kamienie – punkty

Test 4-latka

Wiele gier aspirujących do miana dziecięcych testujemy z naszą 4-letnią córką. Podobnie było z Misja: Kolonizacja. W pierwszych rozgrywkach małym problemem było dla niej zwracanie uwagi na prawidłowe układanie granic, jednak w kolejnych nie miała już z tym problemu. Obecność zielonych kosmitów i kolorowych kosmonautów na kaflach wymuszała bieżące podliczanie, co stanowiło dodatkowy aspekt edukacyjny. Także podliczanie punktów (szczególnie w końcowych turach) wzmacniało znajomość liczb do ok. 50.

Ufoludki
Ufoludki

Dr Owiessek poleca?

I tak i nie. Dla mnie jest to tytuł, wobec którego mam mieszane uczucia. Sama rozgrywka była lekka, przyjemna, szybka i pobudzała trochę szare komórki, a czas rozłożenia/złożenia był bardzo krótki. Cały czas jednak brakowało mi tego czegoś. Momentami miałem uczucie, jak by autor w trakcie projektowania gier ‚odhaczał‚ kolejne tytuły, a ich wymyślanie opierał na losowym chybił trafił z obecnych na rynku mechanizmów. Mimo to efektem jest bardzo poprawna gra, która znajdzie swoich fanów. 🙂

Kosmonauci
Kosmonauci

Jeśli zależy Ci na tytule ze sprawdzoną i dobrze działającą mechaniką – WARTO

Jeśli lubisz gry kafelkowe – WARTO

Jeśli zależy Ci na oryginalności i innowacji w grze – NIE WARTO

Wydawca: Trefl 
Liczba gracy: 2-4
Wiek: 8+
Czas: 30 minut

A na koniec dla wytrwałych:
Przypadek? Nie sądzę…

Barney?
Barney?

One Comment Add yours

Nie bój się, komentuj! :)