Temat Wikingów w grach planszowych jest aktualnie niesamowicie popularny. Gry euro, karcianki, area control… We wszystkich podbijamy, mordujemy, zdobywamy tereny, rozwijamy ekonomię. A gdyby tak… rzucić wszystko i zaciągnąć się do portu? Wikingowie na Pokład to z założenia odrobinę lżejsza gra od takich Najeźdźców z Północy, czy Jorvika, która przyciąga wzrok przede wszystkich niesamowitym wydaniem (kartonikowe łodzie) i okładką przygotowaną przez Tomka Larka. Czy uczta dla oczu to jedyne, co mogą zaoferować Wikingowie na Pokład od FoxGames? Przekonajmy się!

Wykonanie

Patrz wyżej – okładka autorstwa Tomka Larka, trójwymiarowe drakkary (łodzie Wikingów) z grubego kartonu, przepiękna plansza. Czego chcieć więcej? Do tego krótka i zrozumiała instrukcja (choć pierwszą partię mimo to zagraliśmy źle 😀 ) oraz plastikowe figurki dzielnych wojów. Trzeba przyznać, że całość wypada bardzo dobrze i nie ma się do czego przyczepić. Brawo!

O co w tym chodzi?

W tej grze nie ma wysyłania wrogów do Valhalli, czy szykowania się na niesamowite wyprawy.  Jesteś kupcem, który próbuje jak najwięcej zarobić – zarówno poprzez wysyłanie bogato zaopatrzonych drakkarów pod własną banderą (i pozyskiwanie w ten sposób załadowanych na nie dóbr), jak i przez trafne spekulacje. Całość zaś oparta jest na przewidywaniu ruchów przeciwników i trafnemu planowaniu przyszłych, własnych akcji. Kiedy w porcie zostanie ostatnia łódź – gra się kończy i następuje podliczenie punktów – kto ma ich najwięcej, oczywiście wygrywa. Zasady są dość proste, a zaznajomienie się z ikonkami na planszy jest kwestią niedługiego czasu.

Co w tym fajnego?

Wikingowie na Pokład nie sprawiają wrażenia gry trudnej. Dość krótka i czytelna instrukcja pozwala na szybki i bezbolesny start. W momencie, kiedy już wszyscy gracze mają świadomość zasad i liczby decyzji zaczyna się główkowanie – na którym drakkarze jest szansa ugrania dobrej ilości zasobów, czy może lepiej odpuścić, ale za to szybko wrzucić swój żeton spekulacji (najwyższy wart 4 punkty), a skupić się na pozyskaniu dóbr z innego statku. Biorąc pod uwagę, że tylko jeden okręt może opuścić port w trakcie jednej tury (który z nich, jest decyzją jednego z graczy, który podejmie akcję odprawienia statku) każdy z graczy kombinuje, żeby wycisnąć z danej tury jak najwięcej dla siebie. W tak prosty sposób Wikingowie z gry lekkiej (na pierwszy rzut oka) stają się grą średniozaawansowaną, w której planowanie podbudowane trafną intuicją i odrobiną szczęścia staje się kluczowe.  Przypomina mi to trochę mechanikę push your luck z Zapraszamy do Podziemi (recenzja TUTAJ), gdzie wyczekanie przeciwnika może przynieść zarówno dużo korzyści, jak i zostawić nas z niczym. Sercem gry jest przydzielanie swoich wikingów do akcji, które znajdują się w rzędzie – od tych najprostszych do teoretycznie najlepszych. Wysyłając swoją figurkę do odpowiedniej akcji jednocześnie ustalamy kolejność ruchu w następnej turze. Może się więc zdarzyć tak, że kreując swoją strategię możemy popłynąć, kiedy ktoś mając np. dwie akcje na koniec rundy wykorzysta okazję i zrobi roszadę na statkach zostawiając nas z mizernym wynikiem. Z drugiej strony, jeśli to do nas należą ostatnie decyzje danej tury – pojawia się syndrom móżdżenia nad najlepszym możliwym ruchem. Zmienność układu na planszy wymaga podejmowania decyzji tu i teraz, jednocześnie zastanawiając się, co zrobić później. Może jednak czasem warto odpuścić jedną turę, albo sprowokować konflikt między pozostałymi graczami, aby w kolejnej turze zgarnąć całą pulę? 😉 Podsumowując – Wikingowie na Pokład dzięki prostocie zasad mają dość niski próg wejścia, a dzięki mnogości decyzji rosną do pozycji gier bardziej wymagających. Idealni do zagrania z nowymi osobami, które nie przywykły do cięższych tytułów, a dzięki kapitalnemu wydaniu przykują uwagę każdego. A zatem…

Jeśli szukasz gry świetnie wydanej – WARTO

Jeśli zależy Ci na niskim progu wejścia – WARTO

Jeśli lubisz pogłówkować i zawsze szukać najlepszego możliwego rozwiązania w dynamicznie zmieniającej się sytuacji – WARTO

Plusy:

  • piękne wydanie
  • trwałe komponenty (drakkary zrobione z grubej tektury)
  • świetna wypraska
  • niski prób wejścia
  • syndrom kolejnej partii
  • różne drogi zwycięstwa (nie zawsze największa liczba zdobytych towarów decyduje o wygranej)
  • dynamiczna sytuacja na planszy

Minusy:

  • nie zauważyłem 😉

Wydawca: FoxGames
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 8+
Czas gry: 30-60 minut


3 Comments

Maciej · 2 sierpnia 2017 o 15:39

Muszę przyznać, że gierka prezentuje się całkiem nieźle 🙂

    owiessek · 2 sierpnia 2017 o 21:40

    Zdecydowanie robi wrażenie. 🙂 I w tym przypadku nie jest to kwestia tysiąca plastikowych figurek. 😀

GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #995 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja · 31 lipca 2017 o 10:48

[…] Board Games Addiction wybiera się po łupy w Wikingowie na Pokład. […]

Nie bój się, komentuj! :)