„Droga Kate,
Piszę do Ciebie ten list pełen nadziei oraz niepokoju. Nadziei na to, że wydarzenia w nim opisane odwiodą Cię od pomysłu porzucenia spokojnego życia na prowincji i przybycia do wspaniałego Londynu. Niepokoję się natomiast o to, czy ów list zastanie Cię jeszcze w domu, czy nie przyjdzie za późno…
Jeśli czytasz te słowa, oznacza to, że zdążyłem i być może ocaliłem Twoje życie.
Nie przesadzam, moja kochana Kate!
Ostatnimi czasy w Londynie dzieją się bardzo złe i niepomyślane rzeczy… 
Ale po kolei.
Trzy noce temu otrzymaliśmy informację, że znaleziono zmasakrowane ciało niewinnej kobiety. Razem z innymi funkcjonariuszami, którzy pełnili wtedy ze mną nocną służbę, udaliśmy się czym prędzej do dzielnicy Whitechapel, gdzie owa zbrodnia miała miejsce.
Nie chcę Ci opisywać miejsca zbrodni z detali, by oszczędzić Ci tych okropieństw, musisz jednak wiedzieć, iż ofiarą rzeczywiście była kobieta. Młoda, która nocą spacerowała uliczkami Whitechapel. Natychmiast powiadomiliśmy przełożonych, wypytaliśmy świadków i przykryliśmy zwłoki tej nieszczęśnicy, aby odciąć ją od ciekawskich spojrzeń innych mieszkańców tej dzielnicy.
Przełożeni, natychmiast po przybyciu, zapoznali się z treścią listu, pozostawionego przez mordercę przy ciele kobiety.
Nie znam dokładnie jego treści, jednakże widząc oblicza przełożonego, mogę się jedynie domyślać, co było w nim zawarte.
Natychmiast rozdysponowano rozkazy i zaczęliśmy systematycznie przeszukiwać pobliskie uliczki i rozpytywać napotkanych ludzi, czy nie widzieli czegoś podejrzanego.
Niestety, nie natrafiliśmy na żaden ślad. 
Kolejnej nocy rozkazano nam kontynuować dochodzenie –  niektórzy wyruszyli z różnych posterunków w Whitechapel, natomiast ja, a także Aaron i Ryan wróciliśmy do miejsc, w których zakończyliśmy dochodzenie poprzedniej nocy.
Straciliśmy nadzieję, że cokolwiek znajdziemy, gdy wtedy ciszę nocy rozdarł przerażający wrzask. Popędziliśmy co sił do miejsca, skąd dobiegał krzyk i znaleźliśmy kolejną nieszczęśnicę! Jej ciało jeszcze nie ostygło, krew wciąż spływała z ran, dlatego natychmiast rozproszyliśmy się w poszukiwaniu śladów. Ryan pierwszy wpadł na trop mordercy, przyłączyliśmy się do pościgu, jednakże odnosiłem wrażenie, że morderca wciąż wyprzedza nas o krok. 
Znam już dość dobrze dzielnicę, dlatego widziałem, że zmierzamy do ślepej uliczki, co dodało mi otuchy i tchnęło we mnie nadzieję w to, iż dopadniemy tego złoczyńcę!
Nagle jednak rozległ się tętent koni, z bocznej uliczki wyjechała dorożka pędząca wprost na nas. 
Woźnica gnał, jakby goniło go stu diabłów! Musieliśmy uskoczyć w bok, inaczej konie zadeptałyby nas na śmierć.
Kiedy dorożka przejechała, natychmiast ruszyliśmy w kierunku, w którym uciekł morderca. 
Gdy jednak dotarliśmy do uliczki, w której spodziewaliśmy się go zastać – okazała się być pusta.
Ponownie wróciliśmy do szukania śladów – nadaremno. Trop się urwał…
Podupadli na duchu wróciliśmy na miejsce zbrodni, gdzie zjawił się kolejny przełożony, inny niż poprzedniej nocy. Zdaliśmy relację z pościgu i zamilkliśmy, gdy pokazał nam kolejny listy…
Jest ranek, trzeciej nocy – ta noc była najgorsza z dotychczasowych, zamordowano aż dwie kobiety! Podejrzewamy, że morderca, nazwany Kubą Rozpruwaczem, ma kryjówkę gdzieś w dzielnicy Whitechapel. Musi do niej wracać po każdym morderstwie, dlatego na pewno jest gdzieś w okolicy. Dzisiaj ponownie byliśmy o krok od ujęcia tego dewianta (swoją drogą, jak bardzo trzeba mieć spaczony umysł, aby mordować nieszczęsne kobiety i jeszcze zostawiać listy?!), tym razem umknął nam przemykając przez mroczne podwórko jednego z domostw.
Domyślamy się już, gdzie może mieścić się jego kryjówka, planujemy tej nocy największą obławę w historii Londynu! Jeśli tym razem się nam wymknie – nie ma dla nas nadziei.
Dlatego błagam Cię, moja kochana Kate, zostań w domu, nie przyjeżdżaj do Londynu, przeczekaj, aż pojmiemy i stracimy tego obrzydliwego człowieka! Umarłbym, gdybym kolejnej nocy odnalazł Twoje zwłoki na ulicy Whitechapel…
Twój na wieki, 
Luke.”

Listy z Whitechapel to gra semi – kooperacyjna, oparta na faktycznych wydarzeniach, w Polsce wydana przez wydawnictwo Galakta.
Jeden z graczy wciela się w Kubę Rozpruwacza, który ma za zadanie w przeciągu czterech nocy zamordować pięć kobiet, a następnie (każdej nocy) zgubić pościg i wrócić do kryjówki, znajdującej się gdzieś w dzielnicy. Pozostali gracze (do pięciu osób) zaś pełnią rolę funkcjonariuszy policji, starających się schwytać mordercę.
Każdej nocy Kuba wybiera za cel jedną z „nieszczęśnic”, mówi, gdzie dokonuje morderstwa i rozpoczyna się pościg.
Policjanci, przesuwają swoje figurki po polach planszy, natomiast „Kuby” nie ma fizycznie na mapie – to byłoby zbyt proste.
Zamiast tego ma on zasłonkę za którą zapisuje pola, po których się poruszył.

Po wykonaniu swoich ruchów, policjanci mogą przeprowadzić dochodzenie, pytając Kubę, czy był danej nocy w konkretnym miejscu, lub dokonać aresztowania, kiedy są przekonani, że wiedzą, gdzie morderca się ukrywa i stoją obok niego.
Gra kończy się w momencie, gdy Kuba zostanie aresztowany (lub otoczony przez policję, bez możliwości wykonania ruchu), lub gdy Kuba zabije ostatnią nieszczęśnicę i wróci do swojej kryjówki.

Zasady gry są bardzo proste i bardzo dobrze, ponieważ w tej grze najważniejszy jest klimat.
Niedawno recenzowałem grę Obecność, pod wieloma względami podobną do Listów i ktoś napisał, że w tamtej grze w ogóle nie poczuł klimatu.
Gwarantuję, że w tej grze klimat jest. Początkowo może nie czuć go aż tak bardzo, podczas pierwszej nocy policja porusza się nieco po omacku, Kuba ma wrażenie, że jest nieuchwytny i spokojnie zmierza do swojej kryjówki… Jednak w momencie, kiedy policjanci znajdą pierwszą poszlakę, gdy podejmą trop, kiedy zaczną dyskutować, planować, wykluczać kolejne drogi ucieczki Kuby i starannie planować kolejne ruchy…
Wtedy zaczyna się robić gorąco!

Najlepszym tego przykładem jest moja żona – do pierwszej rozgrywki siadała niechętnie (bo wolałaby zagrać w Zamki Burgundii! 😉 ), ale już podczas drugiej nocy sama chciała kierować wszystkimi policjantami i prowadzić śledztwo, „wyręczając” pozostałych graczy:D
Gwarantuję Wam, że kiedy natraficie na trop Kuby to nie usiedzicie spokojnie na miejscu, tylko będziecie chcieli jak najszybciej wykonać kolejny ruch i złapać tego drania.
Z drugiej strony Kuba również musi być ostrożny podczas swojej gry – jeśli pierwszej nocy za szybko wróci do kryjówki, może się okazać, że już podczas trzeciej nocy zostanie schwytany, bo za bardzo się odkrył na początku.
Musi również rozważnie korzystać ze swoich „pomocy” (wspomniane w liście Luka powozy i mroczne zaułki), ponieważ może się okazać, że w momencie, kiedy będzie ich najbardziej potrzebował – zostanie schwytany. Nie raz, kiedy będziecie czaić się o krok od swojej kryjówki, przysłuchiwać się rozmowom policjantów, nerwowo obserwować, w którą stronę się poruszą – zaleje Was zimny pot, a przez kręgosłup przejdą nieprzyjemne ciarki.
W tej grze emocje udzielają się wprost proporcjonalnie do liczby graczy.
Przy dwóch osobach jest to pojedynek dwóch umysłów – niczym w „Grze Cieni” pomiędzy Sherlockiem a  profesorem Moriartym.
Gdy więcej osób wciela się w policjantów, pojawia się bardzo dużo gry nad stołem  – rozmów, dyskusji, dedukcji, a często także i kłótni, ale właśnie to tworzy jej unikatowy charakter i buduje klimat.
Kuba siedzi z boku, słucha, czasami próbuje zasiać ziarno niepewności wśród tropicieli.
Ale to działa też w drugą stronę – śledczy obserwują Kubę, jego mimikę, zachowanie, reakcje na ruchy, które wykonują na planszy.

Warto wspomnieć o tym, iż Listy są bardzo podatne na syndrom „gracza alfa”. Jeśli taki jest, to granie policjantem może zmienić się w suche słuchanie i wykonywanie rozkazów „szefa”. Niby zostało to rozwiązane za pomocą zmieniającego się co noc przełożonego tropicieli, ale i tak alfa pozostanie alfą. Dlatego, żeby nie psuć innym przyjemności z gry, najlepiej takiego gracza posadzić w roli Kuby 😉

Listy z Whitechapel są grą, którą bez wahania poleciłbym każdemu. Jest to jedna z tych pozycji, które można zaliczyć do grona klasyków, które wypada znać. Zasady są proste, można łatwo wprowadzić w grę nowych graczy, a klimat pościgu i ucieczki udziela się niemal od samego początku.

Jedynym mankamentem jest czas rozgrywki. W związku z tym, iż jest to typowa gra dedukcyjna, partie mogą trwać długo lub bardzo długo (czas gry w dużej mierze zależny jest również od umiejętnego sterowania postacią Kuby – zdarzyła mi się raz partia, która trwała ok. 45 minut i do końca policjanci nie wiedzieli, gdzie znajdowała się moja kryjówka ;D), mnie osobiście się to nie przytrafiło, ale czytałem o partiach trwających aż pięć godzin.

I w tym miejscu chciałbym krótko wspomnieć o młodszej siostrze „Listów”, czyli „Tajemnicy z Whitehall”.
Ogólne założenie jest bardzo podobne – Kuba ma za zadanie zamordować cztery kobiety, a policja ma go aresztować.
Zmieniły się szczegóły:
– mapa jest nieco mniejsza, pojawiły się na niej obszary wodne oraz cztery dzielnice, w których należy dokonać zabójstwa,
– akcja dzieje się podczas tylko jednej nocy,
– Kuba nie ma kryjówki, do której musi uciec, jego zadaniem jest dokonać zabójstw w czterech różnych dzielnicach,
– policjantów jest tylko trzech, ale każdy z nich ma specjalną umiejętność, z której może skorzystać raz na grę, jeden z policjantów ma też do pomocy psa (ale bez figurki na mapie),
– Kuba ma kilka akcji specjalnych, ale z każdej z nich może skorzystać tylko raz na grę.
Sama rozgrywka wygląda też nieco inaczej, właśnie przez brak kryjówki. Kuba przemieszcza się od dzielnicy, do dzielnicy, a policjanci biegną za nim. Nie ma stopniowego zawężania obszaru mapy, w miarę odkrywania, gdzie jest kryjówka Kuby. Można jedynie przewidywać, do której dzielnicy Kuba uda się w następnej kolejności, aby tam zabić kolejną osobę.
Z tego powodu, a także przez mniejszą mapę, gra stała się bardziej kompaktowa i szybsza od Listów.
W Tajemnice z Whitehall grałem jedynie raz, dlatego nie wypowiem się nt. klimatu, ale ogólne wrażenia były bardzo pozytywne. Co prawda gracz sterujący Kubą tak nami zakręcił, że nie wiedzieliśmy, co się dzieje, ale o to też chodzi w tej grze 😉

Którą z nich wybrać? Zdecydujcie sami. Obie są dobre, bardzo podobne do siebie, różnią się nieco mechaniką i czasem rozgrywki. Na pewno nie warto mieć obu, bo różnice pomiędzy nimi nie są tak odczuwalne. Warto jednak zagrać w przynajmniej jedną z nich, a wtedy sami przekonacie się, jak dobre są to gry.

Listy z Whitechapel ogrywamy póki co dzięki uprzejmości znajomych, ale kiedy przyjdzie czas, żeby je oddać, na pewnie nie skuszę się na Tajemnice, tylko zostaniemy przy pierwowzorze.


3 Comments

Aneta · 25 października 2017 o 09:06

Ja gram w listy na fanowskich zasadach . Co upraszcza rozgrywkę. Ten moment dedukcja gdzie zawezasz obszar poszukiwań jest super.tylko szkoda ze gra trwa tak długo.

    Aaken_Stranger · 25 października 2017 o 09:20

    Hej;) to prawda, „Listy” są bardzo podatne na wszelkie fanowskie zasady – te, które pomagają policji, jak i te, które pomagają Kubie. My staramy się grać na tych podstawowych, które dobrze balansują rozgrywkę;) co do czasu, to tak, jak wspomniałem powyżej – my zazwyczaj zamykaliśmy się w 1,5 godziny, czasami nieco dłużej, dlatego nie było to dla nas problemem;) jeśli nie odpowiada Ci czas rozgrywki w „Listach” to polecam „Tajemnicę z Whitehall” – ta sama gra, tylko bardziej kompaktowa 😉

GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #1047 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja · 20 października 2017 o 17:48

[…] Board Game Addiction wczytuje się w Listy Z Whitechapel. […]

Nie bój się, komentuj! :)