„Najważniejsze, żeby o nas mówili. Nieważne jak, ważne, żeby w ogóle mówili” – staropolskie porzekadło.

Twórcy gry, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć stali się właśnie najlepszym przykładem tego przysłowia. Chyba nieco wbrew własnej woli i oczekiwaniom…

O tej grze było głośno już od dawna. Dokładnie to od czasu, kiedy osiągnęła zaskakująco dobry wyniki podczas akcji crowdfundingowej. Później na jakiś czas szum wokół niej przycichł, aby po premierze wybuchnąć ze zdwojoną siłą.

Już chyba wiecie o czym mowa…
Tak, dzisiaj będziemy mówić o nieSTWORZ(e)onych rzeczach, którymi straszyli nas nasi dziadkowie (przynajmniej moi, bo z tego, co słyszałem, to innych straszyli Hitlerem, Stalinem i klęczeniem w kącie 😉

„Stworze” to polska gra przygodowa, przeznaczona dla 1-5 graczy (o czym później), o dość ciekawych mechanizmach i jeszcze ciekawszej tematyce.

No właśnie – tematyka. To głównie w niej (oraz bardzo sprawnie poprowadzonej kampanii marketingowej) wszyscy doszukują się powodu tak wielkiego sukcesu podczas zbierania środków na wydanie tej gry. Po masie gier o wikingach, podbojach na Marsie i traceniu poczytalności w walce z Wielkimi Przedwiecznymi, otrzymaliśmy pozycję swojską i przaśną. Lokacje, w których toczy się akcja gry to miejsca, które możemy znać z własnego otoczenia – wsie, staropolskie grody, bagna, jeziora otoczone tatarakiem, puszcze – być może część z Was, jeżdżąc w dzieciństwie na wakacje na wieś do dziadków bawiła się właśnie w takich miejscówkach. Ja na przykład, nie muszę daleko wychodzić, żeby grając w „Stworze” poczuć się, jak w domu.

Kolejna sprawa – wcielamy się w istoty ze słowiańskich legend i baśni (tytułowe „Stworza”), o których również opowiadali nam nasi dziadkowie, kiedy byliśmy mali. Kto nie słyszał o Lichu, Bobo(ku) czy Leszym? Niektórych straszono nocną Marą, starsi chłopcy fantazjowali na temat Rusałek, a lubiący przerażające historie, szeptali w nocy przy ognisku o Bezkoście lub Bagienniku zwodzącym ludzi.
Dodatkowo podczas gry możemy wziąć udział np. w postrzyżynach, pobłogosławić nowo narodzonego potomka, uratować dzieci, które zabłądziły nocą w lesie czy spłatać figle misjonarzom obcej wiary, próbującym podburzyć okolicznych mieszkańców przeciwko nam.
Lub też wręcz przeciwnie – możemy być rządnymi krwi, okrutnymi stworzami, które mordują myśliwych w lesie, topią dzieci w jeziorze, wzniecają pożary drewnianych budynków we wsiach lub grodzie – wszystko zależy od nas i tego, jaki mamy charakter.

Rywalizujemy między sobą o to, które z nas zostanie opiekunem doliny, kogo z nas ludzie będą wielbić lub kogo będą się obawiać. Każde nasze działanie wywołuje konkretny wpływ w danej okolicy i to w dużej mierze od nas zależy, czy mieszkańcy przyjdą do nas z darami i prośbą o pomoc, czy może pojawią się z widłami i płonącymi pochodniami, chcąc się nas jak najszybciej pozbyć.

Co jakiś czas mają miejsce specjalne wydarzenia, również bardzo mocno związane z mitologią słowiańską, które nie tylko mają wpływ na rozgrywkę, ale także podbijają klimat. Dziady, Sobótka, Szczodre Gody, Jare Gody – być może dla niektórych z Was te określenia są obce, jednak uwierzcie mi – prawie wszyscy mamy z nimi do czynienia w swoim życiu, tylko pod innymi nazwami 😉

Dużo miejsca poświęciłem klimatowi, ponieważ tak naprawdę dzięki niemu ta gra jest tak wyjątkowa. A jak to wygląda mechanicznie? Dość prosto.
Każde ze Stworzy ma własną talię misji oraz atrybutów i są one charakterystyczne dla danej postaci. Naszym celem jest wypełnienie 8 zadań, a gdy to się stanie, zostajemy Patronem Doliny i wygrywamy grę.
W swojej turze wybieramy jedną spośród aktualnie dostępnych akcji, wykonujemy ją i kolejka przechodzi do kolejnego gracza, przez co gra jest płynna i szybka.

I co w tym takiego ciekawego i unikatowego? Ano nic, ponieważ samo wybranie akcji i jej wykonanie to tak naprawdę dopiero początek następujących po sobie zdarzeń w grze.

Akcje pogrupowane są w 5 par umieszczonych pod pięcioma wydarzeniami. Z chwilą, gdy wybieramy jakąś akcję, dzieje się kilka rzeczy:
1. Przekładamy wybraną akcję z pary pod spód, czyli staje się ona zablokowana (tymczasowo) dla innych graczy;
2. Obniżamy o 1 poziom licznik odliczania czasu do wydarzenia, pod którym w tej chwili znajduje się wybrana akcja, a jeśli dojdziemy do 0, po naszej akcji nastąpi dane wydarzenie;
3. Wybraną parę akcji umieszczamy pod pierwszym wydarzeniem od prawej, a pozostałe pary akcji przesuwamy w lewą stronę, aby uzupełnić puste miejsce.

Jak więc widać, samo wybranie akcji zapoczątkowuje lawinę zdarzeń, które mają istotne znaczenie dla pozostałych graczy. Często staniemy przed dylematem: „wybrać akcję, która jest mi najbardziej potrzebna, czy wziąć mniej optymalną, ale w ten sposób zablokować przeciwnika?”. Ja nigdy nie miałem z tym problemu 😉
Akcji do wyboru mamy kilka, a wśród nich są takie jak: wykonanie zadania z jakiegoś obszaru na mapie, pomocy/zaszkodzenie myśliwemu lub zagubionym dzieciom, odpoczynek, odzyskanie znaczników wpływu, ujawnienie się ludziom („oto jestem”), zabicie/przesuniecie woja lub guślarza czy po prostu wskazanie ludziom kryjówki innego Stworza.
Spora część akcji w tej grze będzie wymagała od nas wykonania różnych testów (dziennego lub nocnego, sprytu albo brutalności), które zostały w niej bardzo ciekawie pomyślane. Zamiast tradycyjnego rzucania kostkami, mamy talie kart, z których dociągamy konkretną ich liczbę. Aby zdać test musimy wyciągnąć księżyc (lub słońce) w określonej lub wyższej fazie. Często mamy wybór (o czym wspomniałem na początku) czy będziemy brutalni czy sprytni podczas wykonywania naszych testów, co wywołuje odkreślone oddziaływanie na mieszkańców okolicy, w której jesteśmy. W przyszłości, w efekcie naszych działań, mieszkańcy każdej z okolic będą szanowały lub bały się stwórz, co będzie przekładało się m.in. na trudność wykonywania następnych testów.

Siadając do tej gry trzeba mieć świadomość dużej interakcji pomiędzy graczami. I to główniej tej z gatunku negatywnej i momentami bardzo złośliwej. Niemal na każdym kroku możemy w jakiś sposób wpłynąć na innego gracza (niektóre nasze misję wręcz tego wymagają!), w mniejszym, bądź większym stopniu utrudniając mu życie. Od podebrania znaczników oddziaływania, przez nasłanie woja (kawał skurczybyka!), utrudnianie zdania testów, po ujawnienie kryjówki, którą zaczną nachodzić wieśniacy 😉
Jest to gra z gatunku tych, po których często w domu mogą być tzw. „ciche dni” (podczas naszej ostatniej rozgrywki w pewnym momencie na stole, tuż obok planszy pojawiła się patelnia – i to bynajmniej nie po to, żeby komuś usmażyć jajka czy pyknąć na boku w „Top Kitchen” ;).

Okej, powiedziałem co mi się podobało w tej grze, ale nie jest to niestety gra bez wad. I to był główny powód, przez który o tej grze zrobiło się głośno po premierze.
Zacznę trochę od końca…

Wykonanie gry ogólnie stoi na wysokim poziomie. W pudełku dostajemy karty w dwóch rozmiarach, ładnie zaprojektowaną planszę i planszetki naszych stworzy, które są spójne pod względem graficznym… Nawet za bardzo spójne. Do tego stopnia, że kiedy położymy na planszy karty zadań, zlewają się nam w jedną całość z otoczeniem i często zdarza się, że po wykonaniu jakiegoś zadania zapominamy dołożyć kolejne na mapę, ponieważ nikt nie zauważył pustego pola. Wystarczyłoby zrobić np. ciemniejsze ramki wokół kart, a już ładnie wyróżniałyby się na stole.

Dostajemy również dużo drewnianych komponentów (w stylowym, płóciennym worku!), co się bardzo chwali. Wśród nich są kostki, za pomocą których odliczamy czas do odpalenia wydarzeń. Są to ładne, stylizowane kości, gdzie zamiast oczek mamy wgłębienia przypominające blizny po pazurach. I teraz mam pytanie: KTO WPADŁ NA GENIALNY POMYSŁ, ABY PRZY „2” ZROBIĆ JESZCZE JEDNO, MAŁE NACIĘCIE? Przez to otrzymujemy pola: 3 – 2,5 – 1 😉 Dwójki tam nie ma. Mała pierdoła, ale na początku strasznie wkurza, zwłaszcza jak kostkę przestawia ktoś, kto tego nie zauważy..

Osoby, które wsparły grę podczas kampanii, otrzymały również piękne figurki z wizerunkiem stworzy (no właśnie, kto otrzymał, ten otrzymał – do niektórych figurki dość długo nie mogły dotrzeć, ale autorzy stawali na głowach, żeby wysłać wszystkie jak najszybciej, jednak to również był powód do dość głośnego narzekania na tę grę…), reszta natomiast dostawała tekturowe podobizny stworzy na plastikowych podstawkach, w podobnym stylu, jak są wykonani np. badacze do Eldritch Horror. I kolejny mały zgrzyt – stworzy jest 10, podstawek tylko 5… Niby wiadomo, że nie zawsze gramy wszystkimi i można sobie je przekładać lub brakujące dokupić, ale jednak przywykliśmy do tego, że dostajemy komplet tekturek i podstawek… Przy okazji – tekturowe podobizny są nieco nieproporcjonalne w stosunku do reszty komponentów, przez co wyglądają nieco karykaturalnie na planszy, ale to także drobny szczegół…

Natomiast największe cięgi spadły na autorów za instrukcję do gry. Ja, przyznam szczerze, że miałem okazję przeczytać instrukcję jeszcze zanim gra trafiła w moje ręce i większość zasad wydawała mi się czytelna i jasna… Ale jak mi to ktoś powiedział, wynikało to zapewne z faktu, że jak mam dobrze napisaną instrukcję, to jej nie do końca dobrze zrozumiem i gram z błędami…
W tym wypadku instrukcja była z błędami, więc ja grałem dobrze…
Okej, dość dygresji.
Co do instrukcji, to faktycznie jest ona dość słabo napisana, ale nie jest aż tak zła, jak większość mówi. Prawdopodobnie wynika to z tego, że ktoś, kto ją pisał, zrobił to… od końca. Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie, kiedy ją czytałem.
Dlaczego?
Od samego początku w instrukcji widzimy zaawansowane rozłożenie gry, z wszystkimi kartami, żetonami itd., natomiast treść próbuje nauczyć nas grać w okrojone zasady, które nijak nie pasują do tej gry. Kiedy czytamy zasady „podstawowe” są one dla nas kompletnie bez sensu, zarówno mechanicznie, jak i klimatycznie. Wiele akcji, misji, zadań ma rację bytu tylko wtedy, kiedy gramy z kompletem reguł, a kiedy siadamy do „Stworza” z nastawieniem na grę „podstawową”, okazuje się, że jesteśmy z każdej strony atakowani czymś, czego się w ogóle nie spodziewaliśmy.

Co innego, gdybyśmy otrzymali od razu dobrze wytłumaczone wszystkie zasady, a ewentualnie na koniec delikatną sugestię, aby np. w pierwszej rozgrywce (ale też nie całej, tylko przez kilka początkowych rund!) zastosować pewne ograniczenia w regułach, które już znamy. Po to, aby móc wprowadzić nowych graczy w tę grę, która – nie oszukujmy się – wcale nie należy do najtrudniejszych.

W samej instrukcji pojawiają się też m.in. błędy merytoryczne (pomylone określenia), grafika przedstawia co innego niż to, o czym jest przy niej mowa, wytłumaczenie jednej zasady rozstrzelone jest na kilka bardzo oddalonych od siebie strony… Na szczęście autorzy gry to bardzo sympatyczni ludzie, którzy nie zostawili graczy samych po premierze (jak było to np. w przypadku komputerowego hitu „No man’s sky”) i bardzo chętnie pomagają wszystkim, którzy mają problemy ze zrozumieniem zasad. Oprócz tego powstał faq, w którym starają się odpowiedzieć na wszelkie wątpliwości co do reguł, powstaje też wideo instrukcja do gry.
Kiedy instrukcja zostanie poprawiona (niektóre reguły również przydałoby się nieco zmienić, wśród posiadaczy „Stworza” pojawiają się już pewne home rules, sam z nich korzystam, chociaż w innych grach rzadko używam zasad różniących się od tych przewidzianych przez twórców), ta gra ma szansę pokazać swój prawdziwy potencjał.

Ostatnia sprawa, na którą muszę zwrócić uwagę – liczba graczy. Początkowo gra przewidywana była dla 3-5 graczy i w takim składzie sprawdza się najlepiej. Na pudełku sugeruje się, że dobrze bawić można się nawet we dwoje lub solo…
Nie można.
Ta gra jest zaprojektowana w ten sposób, aby sobie wzajemnie przeszkadzać i oddziaływać na siebie, co kompletnie nie ma racji bytu u solistów. Przy grze we dwójkę zaś pojawiają się przestoje i rundy, w których praktycznie nic nie możemy zrobić, bo albo przeciwnik nas zablokował, albo nie chcemy odblokować jakiejś akcji swoim działaniem, żeby on z niej nie skorzystał (przez co znów zablokuje nas…). Trzech graczy to niezbędne minimum przy tej grze. Mało tego – im dłużej gramy w tę grę, lepiej znamy jej zasady, tym nabiera ona strategicznej głębi. Początkowo, gdy dopiero poznajemy zarówno stworza, jak i możliwości samej gry, dobrze się bawimy, głównie za sprawą klimatu i przygody. Później dochodzi do tego kolejna płaszczyzna – strategi i wzajemnego szkodzenia. A uwierzcie mi, nie ma nic przyjemniejszego niż usunięcie komuś sprzed nosa znaczników oddziaływania, dzięki którym zrealizowałby swój cel… 🙂

Taakk… jestem złym stworzem!

„Stworze” to kawał porządnej gry, w swojskim klimacie, która niestety w wielu przypadkach nie dostała nawet szansy, aby się zaprezentować na stołach. Ludzie usłyszeli, że jest „tragiczna instrukcja” i gra poszła na sprzedaż.
A warto dać jej szansę, bo chociaż nie należy do najwybitniejszych to jest solidną pozycją z dużą dawką negatywnej interakcji, unikatowym, słowiańskim klimatem i kuszącą Rusałką 😉

 

Jeśli ktoś się jeszcze waha, to zapraszam w marcu do Polanicy Zdrój na III Stark Expo – będziecie mogli pograć w tę grę… i nie tylko 😉

 


4 Komentarze

Zetka · 18 stycznia 2018 o 01:47

Chyba nie do końca się zgadzam z tobą. Moim zdaniem nie ma tak dużo tej interakcji albo inaczej nie jest wymuszona mechaniką jak to w innych grach. Dla mnie jest trochę nudna, brakuje tego czegoś, tego flow

    Aaken_Stranger · 18 stycznia 2018 o 09:06

    A powiedz mi, proszę, ile razy w nią grałaś? W ile osób? Na jakich zasadach?:)

Kucio De Stroiniacco · 18 stycznia 2018 o 10:37

Gra ma sporo elementów, jak je rozkładam to widzę strach w oczach. Ale nie takie Stworze straszne. Gra ma dużo interakcji, negatywna interakcja jest najlepsza bo daje największe emocje – moim zdaniem. Tutaj jest jej w sam raz. Faktycznie łatwo zapomnieć o kartach zadań…
A modeli z matą dalej oczekuję. Grafiki pięknie opisy kart również. Instrukcja i te 2,5 na kości… Zgadzam się z recenzją.

    Aaken_Stranger · 18 stycznia 2018 o 10:46

    to prawda – przy pierwszym rozpakowaniu gry, trochę się przeraziłem ilością elementów (zwłaszcza drewnianych), ale po uporządkowaniu i rozłożeniu gry, wszystko wygląda bardzo schludnie;) w recenzji nie wspomniałem o tym, że każda karta w talii stworza ma inny rewers, co również jest miłą niespodzianką, bo można było zrobić talię np. Leszego z jedną grafiką wspólną na tyłach każdej z kart 😉

Nie bój się, komentuj! :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.