Azul, powiedzmy to od razu, wdarł się szturmem do masy ludzkich serc, kiedy pojawił się na Essen 2017. Cały planszówkowy internet zahuczał od postów, fotek, zachwytów, achów i ochów na temat tej gry. Nic więc dziwnego, że Lacerta bardzo szybko ogłosiła, że wyda ten tytuł w Polsce (choć tak naprawdę gra jest totalnie niezależna językowo, a zrozumienie i ogarnięcie zasad trwa krócej, niż przygotowanie przekąsek na wieczór gier). Później zrobiło się odrobinę spokojniej, aby na koniec marca, przy okazji polskiej premiery znów wybuchnąć. Fejsbuk, czy Instagram został ponownie zalany zdjęciami z rozgrywek, którym wtórowały pieśni pochwalne. Naturalnym jest zatem, że wiele osób, które nie grały zastanawiają się, w czym tkwi sekret Azula, że zdecydowana większość się nim zachwyca. Jeśli należycie do tej właśnie grupy, to poniżej znajdziecie odpowiedź na powyższe pytanie. Zapraszam do recenzji!

Aby najlepiej zrozumieć sekret sukcesu Azula wyłuszczę Wam kilka punktów, które wg mnie sprawiły, że (prawie) każdy chce go mieć.

 

Skomplikowalność zasad na poziomie przedszkola

Sprawdzone empirycznie – nasza 6-letnia córka, która w tym roku kończy przedszkole ogarnęła zasady bardzo szybko. Wiedziała, jak ma zbierać kostki, po co i ile dadzą jej punktów. A nawet jeśli z nami nie grała, to zabierała nasze odrzucane kostki i układała na swojej planszy, starając jednocześnie trzymać się zasad. 😉

Ale niebanalna droga do wygranej

Mechanika jest prosta, ale żeby wygrać nie wystarczy na ślepo ściągać kostki ze środka stołu. 😉 Im więcej partii rozgrywamy, tym coraz bardziej widzimy, w jak bardzo wczesnych fazach zaczyna się  już liczenie kostek, kolorów i kombinowanie co zrobić, żeby ściągnąć dokładnie te elementy mozaiki, które mogą nam się najbardziej przydać. W pewnym momencie radosne ściąganie kostek zaczyna przeistaczać się w złowieszczy, zaplanowany do najdrobniejszego szczegółu plan zdobycia kontroli nad światem… i nadal daje to fun!…

…oraz może doprowadzić do szału

Każdy, kto grał w jakąkolwiek grę, w której do wykonania jakiejś akcji niezbędne są np. surowce, których na planszy znajduje się ograniczona ilość, wie jak bardzo frustrujące jest, kiedy ktoś nam coś zgarnie sprzed nosa. Cały misterny plan idzie w …odstawkę i trzeba na szybko zmieniać założenia. Jest to zarówno piękne, jak i straszne. Piękne, bo wpływa pozytywnie na emocje, dynamikę i poczucie wyzwania. Straszne, szczególnie w momencie, gdy brakuje nam jednej kostki, żeby ułożyć rząd w pionie, poziomie i jeszcze jest to piąta płytka w danym kolorze, a ktoś w tej turze kończy grę (ustawiając ostatnią kostkę w którymkolwiek rzędzie). Jednym słowem, tracimy 19 punktów, jeśli nie uda nam się dokończyć wszystkich trzech wymienionych działań przy użyciu tej jednej, brakującej kostki. Mina przeciwnika, który celowo zablokował taką możliwość – bezcenna… A jeśli to my celowo zakończymy grę widząc, że komuś brakuje jeszcze kostek do osiągnięcia powyższych pozostaje jedynie szyderczy śmiech… młahahaha!

Piękne wykonanie!

Dla mnie estetyka w grach jest bardzo ważna. Preferuję gry przygodowe, z klimatem, w których mechanika musi być poparta odpowiednio dobrym wykonaniem elementów. Między innymi dlatego Posiadłość Szaleństwa zawładnęła moim sercem bez końca i może kiedyś w końcu uda mi się dokończyć malowanie figurek, żeby tej miodności było jeszcze więcej. W Azulu oczywistą oczywistością jest fakt obecności pięknych, kolorowych elementów mozaiki, którą tak pieczołowicie układamy. Szkoda jedynie, że czerwone i niebieskie kostki nie mają wzorków, jak pozostałe. Fakt, dzięki temu łatwiej poodróżniać składniki mieszaniny kolorów na środku stołu, jednak mimo wszystko delikatnie psuje to odczucia wizualne.

Regrywalność jest ważna!

Mogło by się wydawać, że powtarzalność ruchów w każdej turze może na dłuższą metę nużyć. Nic bardziej mylnego. Odkąd Azul pojawił się w naszej kolekcji wyciągany był na stół już wiele razy, często kilka partii pod rząd. Ze względu na losowe rozłożenie kostek w każdej turze nie ma poczucia, że robi się wciąż to samo. Trzeba też pamiętać, że ze względu na lekkość i szybkość rozgrywki dla wielu tytuł ten będzie jedynie przystawką do cięższych gier, albo fillerem.

Skalowalność?

Grając na 2 osoby miałem większe poczucie kontroli i możliwości planowania ruchów, ponieważ pomiędzy ruchami nie znikało z puli zbyt dużo kostek. Im więcej osób, tym odczuwa się większą losowość i konieczność dynamicznego przystosowania się do bieżących warunków. Plusem jest fakt, że przy większej liczbie osób na stole pojawia się więcej kółeczek, więc nawet będąc czwartym w kolejce można nadal upolować wartościowe dla siebie kostki. W każdym zestawieniu gra się tak samo płynnie.

Podsumowując, nie dziwię się, że Azulowy szał trwa i pewnie jeszcze potrwa. Myślę, że każdy jest w stanie znaleźć w tej grze coś fajnego dla siebie i czerpać z niej przyjemność. Zarówno młodsi, jak i starsi, gracze bardziej zaawansowani, jak i ci grający rzadko – sięgajcie po Azul, bo naprawdę warto! 🙂


Plusy:

  • bardzo proste zasady
  • wymaga pogłówkowania
  • płynna rozgrywka w każdym składzie osobowym
  • przepiękne wykonanie

Minusy:

  • czerwone i niebieskie kostki mogłyby mieć swój wzór 😉

Wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 8+
Czas gry: 30-45 minut


3 Komentarze

Marcin · 7 kwietnia 2018 o 11:51

Skoro już wziąłeś się za publikacje w Internecie, apeluję o stosowanie poprawnej polszczyzny. To też swego rodzaju odpowiedzialność za edukację czytelników. Skomplikowalność? Ilość osób? Pod rząd? Brrr… A potem zdziwienie, że wtórny analfabetyzm się szerzy. Celowo nie podaję prawidłowych form, żeby zmusić do wysiłku samodzielnego szukania. Niegdyś trzy błędy dyskwalifikowały na maturze z języka polskiego. Dziś przechodzą niezauważone. Smutne. PS. Co do merirum tekstu, „Azul” jest świetną grą – to fakt.

    owiessek · 7 kwietnia 2018 o 13:41

    Marcin, dzięki za uwagi!

    Co do ‚ilości’ – 100% racja, poprawione. 😉
    Skomplikowalność co do zasady nie jest 100% poprawną formą, jednak dość często można ją spotkać, kiedy mówi się o trudności zasad w grach. Nie czepiałbym się aż tak, aczkolwiek zwrócę na to uwagę.
    ‚Pod rząd’ – podobnie, jak przy skomplikowalności. 😉
    Daleki byłbym zatem od mówienia o wtórnym analfabetyzmie, szczególnie w kontekście słów, które z biegiem czasu zapewne wejdą do kanonu języka polskiego. Język się zmienia, tak samo, jak wszystko na świecie. 😉

    Miłego dnia!

Stark · 10 kwietnia 2018 o 13:42

A ja mam przy Azul ten sam problem, co z Sentientem, Fotosyntezą i inni pięknie wydanymi grami abstrakcyjnymi. Wszystkie to bardzo ładnie wydane zagadki logiczne, w które można pograć kilka razy i później idą w odstawkę (a czasami nawet po 1.partii nie chce się do tego wracać – tak miałem np z Sentientem), ale piękne wydanie winduje ceny tych gier w kosmos… a nie jest to niczym uzasadnione. Ta gra mogłaby być zupełnie inaczej wydana, kosztować połowę swojej ceny, a w niczym by to nie umniejszyło jej grywalności i przystępności:)

Nie bój się, komentuj! :)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.